Menu

kantoronline pl

31 01 2010 Czantoria Soszów

Zimowe wyjazdy w góry mają to do siebie, że potencjalni turyści mają zdecydowanie mniej czasu na różnorakie harce, zabawy, wygłupy tudzież samo chodzenie. Tym razem padło na bardzo dobrze znane, szczególnie miłośnikom nieparzystej lub parzystej ilości desek pod nogami, rejony Ustronia i Wisły. Zmodyfikowany naprędce plan zakładał wjechanie wyciągiem krzesełkowym na Czantorię (995 m.n.p.m) i marsz w kierunku Wielkiego Soszowa. Miało to nam zaoszczędzić przede wszystkim czasu.

Plan niezbyt wygórowany, ale przy założeniu że nastawiamy się bardziej na integrację, zabawę i wspólny czas, jak najbardziej optymalny. Stojąc w kolejce do wyciągu byliśmy jedynymi osobami, które można by rzec – „zgubiły narty”. Uzbrojeni w kijki, nogawice, ciężkie buty oraz dupolot wyglądaliśmy raczej na upośledzonych. Po krótkim szkoleniu z obsługi automatu do przepuszczania ludzi i sprawdzania biletów ruszyliśmy ku niebu.

Nie można było tego nazwać inaczej, gdyż szczyt jawił się jako wielka, miękka chmura. Jak raj, albo piekło dla miłośników pięknych górskich widoków. Z zadziwieniem i respektem dla metalowych kończyn dolnych patrzyliśmy na samotnego narciarza, który zamiast śmigać w dół, wbiegał wzdłuż wyciągu na szczyt. Aby rozgrzać się, po dziesięciu minutach w mroźnym powietrzu, gdzie jedynym ruchem jaki można było wykonać to zgięcie palców (wszystkich 20), praktycznie wbiegliśmy (praktycznie wszyscy;-)) na szczyt Czantorii, by oczom naszym ukazała się… chmura, jakże inaczej. Położone po czeskiej stornie góry, czeskie schronisko o czesko brzmiącej nazwie Čantoryje powitało nas iście czeskimi zwyczajami rodem z wykwintnych restauracji (zakáz konzumace vlastni jidlo), więc szybkim gulem dokończyliśmy piwo i ruszyliśmy w drogę. Schodzenie z Czantorii ku Przełęczy Beskidek było pasmem niekończącej się frajdy i uciechy. Dupoloty (w 75% zakupione na szczycie) dostarczyły śmiechu, śniegu we włosach i wszędzie indziej oraz stratowania co mniej żwawych osób… Yeah!! Ubaw po pachy. Posileni wyjątkowo rozgrzewającą herbatką ruszyliśmy dalej. Szybkie tempo jakie sobie narzuciliśmy pozwoliło nam w całkiem przyzwoitym czasie, jak na takie ilości śniegu, osiągnąć narciarskie centrum Soszów, a konkretnie znajdujące się poniżej szczytu Wielkiego Soszowa (Velký Šošov) [886m.n.p.m.] schronisko.

W schronisku było bardzo miło. Powiewem zachodu był system głośników służący do wywoływania numerów zamówień, czyli mówiąc inaczej bingo.
- Numer siedem! Bingo! Gdzie !@#$% jest !@#$%^ moja @#$%^ grochówka! Bingo!
Tłum narciarzy na zmianę gęstniał i rzedniał, a my trwaliśmy niewzruszenie - bo przy piecu. Przy stole działy się rzeczy niestworzone, będą w stanie zrozumieć to tylko obecni tam, co powinno zachęcić do przyszłych wyjazdów, bo działo się… Szczególną atencją cieszył się extreme toilet, dla najtwardszych, najmężniejszych i nie posiadających rozwiniętego w choćby najmniejszym stopniu poczucia estetyki, dobrego smaku i powonienia. Tak naprawdę nie było tak źle, zwykła sławojka, ale ile było mrożących krew w żyłach (a inne rzeczy gdzie indziej) opowieści.

Gdy czas już był słuszny, kur piał po raz czwarty ruszyliśmy w dół, ku Wiśle Jawornik. Tu też niezwykle przydatnym okazał się dupolot, który znacznie skrócił czas „schodzenia” i zwielokrotnił przyjemność obcowania z warunkami zimowymi. Aż chciałoby się śmignąć taką nartostradą… Warto nadmienić jeszcze, że patent z „niewidzialną liną” nie jest ściemą, wymysłem, fantazją czy czczą przechwałką. Niewidzialna lina w rzeczy samej oddziałuje na wszystkie zmysły narciarzy i wpływa na ich zachowania.
Jednym zdaniem: białe szaleństwo rządzi, więcej zimy – oby do wiosny!

Jestem zobligowany dodać, iż każdy Perciownik (perćman, percista) zdobył 12 pkt Odznaki Świstaka.
Ustroń Polana -- [ 1 ] --> Czantoria -- [ 3 ] --> Przełęcz Beskidek -- [ 5 ] --> Soszów Schronisko -- [ 3 ] --> Wisła Jawornik

  • czantoria_001
  • czantoria_002
  • czantoria_003
  • czantoria_004
  • czantoria_005
  • czantoria_006
  • czantoria_007
  • czantoria_008
  • czantoria_009
  • czantoria_010
  • czantoria_011
  • czantoria_012
  • czantoria_013
  • czantoria_014
  • czantoria_015
  • czantoria_016
  • czantoria_017
  • czantoria_018
  • czantoria_019
  • czantoria_020
  • czantoria_021
  • czantoria_022
  • czantoria_023
  • czantoria_024
  • czantoria_025
  • czantoria_026
  • czantoria_027
  • czantoria_028
  • czantoria_029
  • czantoria_030
  • czantoria_031
  • czantoria_032
  • czantoria_033
  • czantoria_034
  • czantoria_035
  • czantoria_036
  • czantoria_037
  • czantoria_038
  • czantoria_039
  • czantoria_040
  • czantoria_041
  • czantoria_042
  • czantoria_043
  • czantoria_044
  • czantoria_045
  • czantoria_046
  • czantoria_047
  • czantoria_048
  • czantoria_049
  • czantoria_050

Zdjęcia: Tomasz Kowal, Aleksandra Musiał oraz MG- zdj. nr. 44,  Tekst: Tomasz Gebel

Powyższe zdjęcia dostępne spakowane TUTAJ

Miejski Klub "Maczki"

ul. Krakowska 26, 41-217 Sosnowiec
tel: 32 294 81 28
mail: biuro(małpa)klubmaczki.pl
NIP: 644 28 80 685

Godziny otwarcia:
12:00-20:00 - w roku szkolnym
10:00-18:00 - w ferie i wakacje
biuro czynne od 8:30

Biblioteka Miejska filia nr13 w Maczkach:

poniedziałek: 10.00 - 15.00 , wtorek, środa, piątek: 12.00 - 18.00
czwartek, sobota, niedziela: NIECZYNNE
tel: 32 292 38 89