Menu

kantoronline pl

10 01 2010 Hala Lipowska i Rysianka

10 stycznia 2010 roku najbardziej wypasiony bus wszechczasów, wyposażony w saunę parową oraz wykrywacze alkoholu i pożywienia, skoro świt zabrał sporą grupę spragnionych górskiego powietrza, leśnych szlaków i piwa pitego na wysokości co najmniej 1000m.npm. turystów. Kierunek Złatna, czyli malutka miejscowość za Rajczą i Ujsołami. Nasza ekipa rozrosła się już do osób trzynastu i od samego rana humor nam dopisywał (głównie dzięki spóźnieniu Daniela), mimo że pogoda nie należała do obiecujących. Od dwu-trzech dni padał deszcz, który momentalnie zamarzał, sprawiając że wszystko, co próbowało się poruszać zachowywało się jak pijany zawodnik sumo na łyżwach...

 

Na miejscu, praktycznie w sercu Beskidu Żywieckiego okazało się, że obawy były przedwczesne. Pogoda dopisała i była tak dobra, jak tylko być mogła. Szlakiem niebieskim ruszyliśmy z okolicy złatniańskiej szkoły. Szlak najpierw delikatnie się wspina się ścieżką w obecnym okresie nieuczęszczaną przez człowieka, za to licznie przez zwierzynę wszelaką. Gdy już na dobre skręca na wschód praktycznie przestaje się podnosić, efektem tego był blisko dwugodzinny marsz ścieżką trawersującą masyw Lipowskiej, lecz bez wyraźnych podejść. Jest on głównie zalesiony, lecz w kilku miejscach zrobione są ładne przecinki, dzięki którym… no właśnie, dzięki którym mogliśmy wystawić na próbę naszą wyobraźnię. Wyobrażaliśmy sobie te wszystkie wierzchołki, zbocza, stoki, masywy, których nie mogliśmy dostrzec. Mgły zalegające bardzo nisko (dosyć szybko wyszliśmy ponad nie) i równie nisko wiszące chmury (bardzo szybko znaleźliśmy się w ich władaniu) sprawiły, że jedynymi widokami, były przelewające się po pobliskich stokach kaskady mgły. Nie narzekam jednak, był to widok piękny. Przebijanie się przez śnieg było męczące, ale szlak bardzo ładny. Bardzo gęsto przecinany jest spływającymi strumykami, nad którymi przerzucono mostki i kładki. Efektu dopełniały uginające się pod ciężarem zasp śniegu gałęzie drzew.

W pewnym momencie szlak zakręca w lewo i zaczyna nagle się podnosić, dając w kość naszym nogom i innym członkom. Na wszelkich polankach i miejscach niezalesionych unosząca się tam ponad śnieżnym bezkresem mgła płatała figla naszym zmysłom. Wyglądało to jakby znajdowała się tam biel tak biała, że aż rażąca w oczy. Jakby ktoś włączył konstrukt matriksa, ale zapomniał załadować program „Lipowska, stok południowy”.
Samo schronisko także wyłaniało się stopniowo i powodowało konsternację. A to zostało nazwane skrzynką na listy – a to za sprawą budki meteorologicznej (nie wiem czy B1 czy B2) znajdujące się nieco poniżej. A to zostało porównane do „spróchniałej, ciasnej chaty”, z powodu właśnie kurnej chaty, która to zasłania turyście wielkie schronisko, gdy ten wspina się szlakiem niebieskim. Samo schronisko bardzo ładnie położone i bardzo miłe w środku. Szczególnie miłe wrażenie robi obsługa. Grzane piwko przednio doprawione, zimne piwo przepysznie zimne, a żurek doprawiony jak fiks – idealnie na to zimowe popołudnie.
Odpowiednio wzmocnieni i rozgrzani odtańczyliśmy jeszcze klubowego krakowiaczka i ponownie sprawdziliśmy jak dobrze pracuje nasza wyobraźnia. Będąc na Lipowskiej i oddalonej o góra dziesięć minut Rysiance wyobrażaliśmy sobie pobliskie szczyty Krawcowego Wierchu, Muńcoła i Rycerzowej. Wizualizowaliśmy sobie całkiem niedaleki Pilsko i widoczny za jego masywem szczyt Babibiej Góry, królowej Beskidów. Ci obdarzeni wybitnie bujną wyobraźnią widzieli na dalszym planie charakterystyczny, poszarpany wierzchołek Velkego Rozsutca w Małej Fatrze, a także wierzchołki słowackich Tatr Niżnych. Nie mieliśmy czasu na posiedzenie w schronisku na Rysiance, więc szybkim krokim ruszyliśmy w dół czarnym szlakiem, chcąc dojść do Złatnej – Huty jeszcze przed nadejściem zmroku.


Krakowiaczek Perciowy :)


Goniła nas tam chęć rozgrzania się w schronisku Gawra jeszcze zanim przyjdzie nam usnąć w, wyjątkowo wygodnych po całodziennych trudach, fotelach busika. I właśnie to miejsce rozczarowało nas bardzo. Właścicielka, mimo że przybyliśmy grupą niezwykle liczną, chętni zostawić tam trochę dutków, nie powitała nas wcale radośnie. Szybko znudziło się nam wysłuchiwanie wymówek, gwoździem do trumny, było stwierdzenie, iż nie można tak kupić alkoholu. Okazało się bowiem, iż nie jest to schroniska, lecz dom ek wypoczynkowy. Bunt w szeregach grupy skierował nas ku niesamowitemu, wyposażonemu w dwa stoliki, sześć ustawionych wokół małego pomieszczenia ław i dwa zestawy pierza, lokalowi, gdzie w cieple i miłej atmosferze doczekaliśmy umówionego busa.

Był to nasz pierwszy wypad na którym zbieraliśmy punkty do naszych książeczek. Zbierając odpowiednią ilość punktów, osiągając ustalone pułapy zdobywać będziemy Odznakę Świstaka. A to rozpiska i punktacja z opisanej wyżej wycieczki.



ZŁATNA SZKOŁA -- [ 12 ] --> SCHR. PTTK HALA LIPOWSKA -- [ 1 ] --> SCHR. PTTK HALA RYSIANKA -- [ 6 ] -- > ZŁATNA HUTA

  • DSC_0001
  • DSC_0005
  • DSC_0008
  • DSC_0012
  • DSC_0018
  • DSC_0025
  • DSC_0028
  • DSC_0048
  • DSC_0061
  • DSC_0062
  • DSC_0072
  • DSC_0087
  • DSC_0659
  • DSC_0665
  • DSC_0667
  • DSC_0676
  • DSC_0684
  • DSC_0686
  • DSC_0689
  • DSC_0693
  • DSC_0696
  • DSC_0707
  • DSC_0715
  • DSC_0722
  • DSC_0744
  • DSC_0748
  • DSC_0750
  • DSC_0757
  • DSC_0763
  • DSC_0764
  • DSC_0766
  • DSC_0769
  • DSC_0771
  • DSC_0777
  • DSC_0780
  • DSC_0785
  • DSC_0788
  • DSC_0802
  • krakowiak3
  • moonwalk

Zdjęcia: Tomasz Kowal, Aleksandra Musiał, Tekst: Tomasz Gebel

Powyższe zdjęcia dostępne spakowane: KLIK

Miejski Klub "Maczki"

ul. Krakowska 26, 41-217 Sosnowiec
tel: 32 294 81 28
mail: biuro(małpa)klubmaczki.pl
NIP: 644 28 80 685

Godziny otwarcia:
12:00-20:00 - w roku szkolnym
10:00-18:00 - w ferie i wakacje
biuro czynne od 8:30

Biblioteka Miejska filia nr13 w Maczkach:

poniedziałek: 10.00 - 15.00 , wtorek, środa, piątek: 12.00 - 18.00
czwartek, sobota, niedziela: NIECZYNNE
tel: 32 292 38 89