Menu

kantoronline pl

2016 11 19,20 Hala Łabowska

Dawno już na żaden „Perciowy”wyjazd nie czekałem z taką niecierpliwością i z takim entuzjazmem jak na ten, teoretycznie zapowiadający się zupełnie niepozornie wypad w Beskid Sądecki. Działo się tak mimo wyjątkowo „zachęcającego” maila od organizatora, który zapowiadał „błotnisto-jesienną aurę”, długi, nudny i nieobfitujący w specjalne widoki szlak oraz inne niedogodności wszelakie, oraz faktu stosunkowo niedawnego dwudniowego pobytu w tamtym rejonie, na wyjeździe zorganizowanym poza klubowymi strukturami. A dlaczego tak oczekiwałem? O tym dalej..

hala labowska 1 tk 005   hala labowska 1 tk 019

Ogólnie jestem wielkim fanem dwudniowych wyjazdów z noclegiem w schronisku, a taki wyjazd w ramach Perci zdarza się niestety tylko raz w roku. Kombinacja mojej przynależności do grupy osób pracujących w weekendy oraz wyjątkowego „talentu” Tomka, który dziwnym trafem zwykle wymyśla datę wyjazdu na mój pracujący weekend i dodatkowo w okresie gdzie są minimum dwa urlopy, połowa zespołu na L-4 i występują inne, przeróżne  okoliczności uniemożliwiające jakąkolwiek zamianę spowodowała, że mimo 7 letniego stażu w Perci byłem do tej pory tylko na 2 dwudniowych wyjazdach. Gdyby Szef z taką samą skutecznością, z jaką trafia palcem w ten dzień kalendarza, który oznacza moją pracująca sobotę trafiał liczby w Totku, to zapewne nie byłoby już „Perci” a on wraz z rodziną przebywałby w jakimś podatkowym raju i śmiał się pod nosem z osób stykających się na co dzień z „błotnisto-jesienną aurą”. To, że piszę niniejszą relację wcale nie oznacza, że tym razem było inaczej... Na wyjazd zapisałem się w ciemno naiwnie licząc, że zamienię się bez specjalnego problemu, po czym okazało się, że kombinacja różnych losowych zdarzeń i procedur nie do przeskoczenia spowodowała, że niewiele zabrakło, a kolejna „dwudniówka” przeszłaby mi koło nosa. Na szczęście znalazł się jeden osobnik w równie dużej potrzebie i jakoś udało się przeforsować odpowiednią modyfikację w grafiku. Kolejny tydzień zapowiada się dzięki temu niesamowicie intensywnie (w pracy śmieją się, że zupełnie nie będzie mi się opłacało wracać do domu, a kilka życzliwych duszyczek oferowało mi nawet promocyjne ceny przy wypożyczeniu materaca w celach rozbicia go w jadalni), ale myślę, że było warto.


hala labowska 1 tk 013    Tutaj nadszedł czas na małą dygresję. Kilka osób w ostatnim czasie słysząc o tym, jak bardzo zależy mi na tym, żeby  pojechać na te dwa dni z Percią (a oferowałem osobom, z którymi mogłem się potencjalnie zamienić np. przyjście za nie do pracy w Sylwestra lub w Nowy Rok) zwróciło uwagę na pewną niekonsekwencję, gdyż zwykle deklarowałem, że jestem raczej zwolennikiem mniejszych, kameralnych wyjazdów w kilkuosobowym gronie i raczej specjalnie nie rozpaczałem, gdy omijała mnie wyprawa Klubowa, a jeździłem raczej z przyzwyczajenia i bez specjalnego entuzjazmu. Kumulacja podobnych opinii zmusiła mnie do zastanowienia się, kiedy, gdzie i dlaczego dokonała się taka zmiana nastawienia do naszych zorganizowanych wojaży. Temat  różnorodności powodów i motywacji kierujących ludzi na górskie szlaki bywał już poruszany zarówno w relacjach jak i niezliczonych rozmowach w trakcie wypraw. Dla mnie jest to głównie forma odskoczni od rzeczywistości oderwania się od codziennych trosk, okazja do miłego i aktywnego spędzenia czasu na łonie przyrody i taki swoisty reset, który owocuje nową energią na kolejny tydzień. Przez długi czas uważałem, że najlepiej to osiągnąć w mniejszym gronie, ale od pewnego czasu zauważam, że nawet wyjazdy, na które jedzie 20 osób nadal owocują tym samym efektem, ale dodatkowo oferują możliwość poznania nowych, ciekawych osób, oraz różnorodny przekrój osobowości, który nie występuje w takiej skali w przypadku wypadów z dobrymi znajomymi. A, że dwudniowy wyjazd z definicji bardziej sprzyja integracji od wyjazdów jednodniowych to i oczekiwania miałem większe niż zwykle.


hala labowska 1 tk 015    Długo wyczekiwany dzień wyjazdu zaczął się nietypowo - wyspałem się idealnie, ogarnąłem ekspresowo i na tradycyjnym miejscu zbiórki zjawiłem się sporo przed czasem. Zdecydowanie nie jest to normą, mimo faktu, że mieszkam najbliżej tego miejsca z wszystkich uczestników. Po kilkunastominutowym oczekiwaniu na jakąkolwiek inną osobę zacząłem się niepokoić, że przegapiłem jakąś zmianę czasu (niestety zdarza mi się notorycznie), albo źle zapamiętałem godzinę wyjazdu. Na szczęście po kwadransie oczekiwania z czeluści Getta zaczął wyłaniać się Michał - nigdy nie myślałem, że kiedykolwiek ucieszę się na jego widok ;). Później już w mniejszych odstępach czasowych stopniowo pojawiali się kolejni uczestnicy. Zanotowano jedno tradycyjne spóźnienie, ale osoba, która je spowodowała, jest w trakcie trudnego procesu dostosowywania się do nowych apartamentów, gdzie jak wiadomo czas płynie inaczej, więc zostało to szybko wybaczone i obeszło się nawet (chyba) bez specjalnie złośliwych komentarzy. Z drobnym poślizgiem, który zdaniem niektórych osób jest warunkiem sine qua non udanego wyjazdu (pozdro dla tych, którzy górskie wojaże w ten weekend zastąpili malowaniem) i w dobrych humorach, w 16 osobowym gronie  wyruszyliśmy ku celowi naszej podróży - miejscowości Nawojowa. Na wyjeździe zameldowały się dwie nowe osoby-sympatyczny mąż jednej z Monik czasem zwany Wojtkiem, oraz wyjątkowo wyluzowany  syn jednego z Perciowych małżeństw czasem zwany Danielem, który jednocześnie okazał się najmłodszym w pełni świadomym uczestnikiem w historii Perciowych wyjazdów. Podróż tradycyjnie obfitowała w rozliczne żarty i dyskusje wszelakie, a czas mijał szybko i przyjemnie. Nie zabrakło tradycyjnej przerwy na uzupełnienie brakujących substancji w naszych organizmach i bez specjalnych przygód zgodnie  z planem zjawiliśmy się w zaplanowanym miejscu startu. Po jak zwykle szybkim przeorganizowaniu się i rozdaniu gadżetów ułatwiających  komunikację w naszej często rozciągniętej grupie udaliśmy się do miejsca, w którym mieliśmy nadzieję zanocować. Szlaki o różnych kolorach, których nie pamiętam i nie chce mi się ich  sprawdzać, tym razem miały nas zaprowadzić z Nawojowej, przez Wilcze Doły, Hale Pisaną, Halę Baranowską do schroniska PTTK na Hali Łabowskiej.


hala labowska 1 tk 016    Droga do schroniska zwyczajowo mijała pośród  rozmów na tematy wszelakie i w miłej atmosferze. Na szlaku tworzyły się bardziej lub jeszcze bardziej uśmiechnięte grupki i podgrupy o przeróżnych i wybitnie dynamicznie zmieniających się konfiguracjach, których nie opisał by nawet bardziej wytrwały kronikarz ode mnie, ale wśród tych rozlicznych zmiennych jeden element był stały i poza wyjątkowo krótkimi chwilami niezmienny - na prowadzeniu tempo stale nadawał nasz „Perciowy Samiec Alfa” (cytat ze stałej uczestniczki wyjazdów). Miałem niejakie obawy przed tym podejściem, bo cały poprzedzający wyjazd tydzień spędziłem na walce z wyjątkowo uporczywym przeziębieniem, ale na szczęście nogi niosły jak zwykle albo i lepiej, więc przez dłuższy czas towarzyszyłem liderowi. W trakcie trwania podejścia naszą uwagę zwrócił podejrzanie duży rozmiar plecaka jednej z uczestniczek - okazało się, że niesie w nim wyjątkowo  rozbudowany namiot, wyposażony w piec i piwnicę :) Z biegiem czasu świetne początkowo warunki zaczęły robić się cięższe - wiał wyjątkowo silny wiatr, na szlaku zalegało coraz więcej błota, zaczął zapadać zmierzch, który stopniowo przekształcił się w mrok. Dodatkowo   pojawiały się rozlewiska, które zmuszały nas do zbaczania z utartej ścieżki i powodowały konieczność jeszcze bardziej uważnego niż zwykle stawiania stóp, gdyż alternatywą była niespecjalnie pożądana w tych warunkach kąpiel buta. Warunki te spowodowały większe niż zwykle zmęczenie w naszych zahartowanych szeregach i miały w konsekwencji odbić się na zmianach w zaplanowanej na drugi dzień trasie. U autora relacji pojawiło się nawet rzadko spotykane odwrócenie priorytetów - w pierwszej kolejności marzyłem o ciepłym prysznicu, w drugiej o ciepłym posiłku i napitku, a dopiero w którejś kolejnej kolejności o piwie - tak, taka sytuacja jeszcze czasem występuje... Mimo tych trudności cali i względnie zdrowi dotarliśmy do UPRAGNIONEGO celu, a z perspektywy czasu uważam, że nie ma na co nadmiernie narzekać, bo dzięki temu wyjazd pamiętany będzie dłużej (prawie jak nieodżałowany przeze mnie jeszcze do dziś sławetny wyjazd na Policę). Tomek przeprowadził szybkie rozeznanie, które wskazało, że do dyspozycji mamy dwa 10 osobowe pokoje. Nastąpił szybki podział - do jednego z pokoi trafiły przedstawicielki płci ładniejszej do drugiego przedstawiciele płci fajniejszej. Podział nie był równomierny, gdyż jak zauważyła wyjątkowo Bystra Obserwatorka wyjazdów w szczególności i rzeczywistości w ogólności, wyjątkowo w nowożytnej historii naszych wypraw więcej było samców (w stosunku 10:6). Oba zespoły udały się na swoje salony i tak rozpoczęła się część w zamyśle najbardziej integracyjna.


    Po ogarnięciu miejsc do spania, rozpakowaniu bagażów, prysznicach i innych niezbędnych czynnościach spotkaliśmy się w przestronnej jadalni schroniska. Wieczór oprócz zamówionych dań umilać nam miały przeróżne napoje, zarówno zakupione na miejscu jak i wtaszczone na plecach dziwniejsze „wynalazki”. Po posileniu się i ugaszeniu pragnienia nastąpiło szybkie rozliczenie i można było przejść do kulminacji wieczoru. Większość grupy (jakieś 5/8) zdecydowała się spędzić czas wspólnie oddając się czynnościom integracyjnym. Z rozlicznych gier, które zostały na ten wyjazd zabrane przez przezornych uczestników wybór padł na Mafię i był to prawdopodobnie najlepszy z możliwych wyborów. Gra okazała się wyjątkowo sprzyjać integracji i mijała w świetnej atmosferze. Najbardziej  w pamięć zapadła mi przedstawicielka strony Prawa lecz niekoniecznie Sprawiedliwości, która na nowo definiowała pojęcie legendarnej (i już wiem, że nie mitycznej) kobiecej intuicji. Tradycyjnie jak to w Mafii masowo ginęli prawi obywatele i jak zwykle ludzie trafiali do więzienia za niewinność. Argumenty, które  padały w naszych dyskusjach warte byłyby zapisania, bo myślę, że bawiłyby nawet po upływie miesięcy tudzież lat :) Fajne było to, że  kolejne odsłony gry kończyły się innymi scenariuszami, a uczucie gdy jako mafioso wykańczasz ostatniego praworządnego obywatela w mieście było prawie bezcenne ;). Wieczór minął  w REWELACYJNEJ atmosferze i po 3 rozgrywkach, w świetnych humorach mogliśmy udać się na zasłużony po trudach i znojach intensywnego dnia odpoczynek. Najbardziej wytrwała trójka (m.in. autor tych wypocin) postanowiła jeszcze trochę posiedzieć i obgadać kilka nurtujących kwestii. W czasie zażartej jak na panującą godzinę dyskusji doszło do nieoczekiwanego naruszenia bezpieczeństwa przeciwpożarowego, które zostało szybko zażegnane dzięki chłodnej i trzeźwej reakcji Eweliny, która do swojej błyskotliwej i spektakularnej akcji gaśniczej wykorzystała dostępną dekorację zewnętrza schroniska, ale nie ma co opisywać- to trzeba było zobaczyć. Po towarzyskim „odśpiewaniu” jednej piosenki z wyjątkowo głośną  grupą imprezowiczów udaliśmy się na spoczynek.


hala labowska 1 tk 021    Noc minęła spokojnie i bez zbędnych ekscesów. Rano podczas narady w jadalni okazało się, że morale grupy jest słabsze, niż mi się wydawało, wskutek czego prawie jednogłośnie (byłem jedynym przeciwnikiem przegłosowanej uchwały) ustalono, że zaplanowana trasa zostanie (na szczęście nie drastycznie ) skrócona. Okazało się też, że jedna z uroczych Pań zabrała na wyjazd prostownice do włosów, co wzbudziło niejakie rozbawienie w męskiej części grupy, ale niestety nie dane nam było zobaczyć tego urządzenia w akcji. Smuteczek. Po posileniu się i uzupełnieniu płynów nadszedł czas na opuszczenie całkiem uroczego schroniska. Kolejnym naszym celem miała być Bacówka nad Wierchomlą. Warunki na szlaku były zdecydowanie bardziej sprzyjające niż dnia poprzedniego, wobec czego wędrówka mijała w jeszcze lepszej atmosferze. Jak zwykle tematy podejmowanych rozmów były tak przeróżne, że nie do spamiętania dla pojedynczego kronikarza. Można się było dowiedzieć ciekawych rzeczy na temat symboliki runicznej, specyfiki treningu pływackiego, najlepszej metodzie impregnacji butów oraz wyjątkowo wysokich cenach wody w jednym z miast na D. które powodują konieczność udawania się przez jego mieszkańców na tego typu wyjazdy, w celach zażycia tańszej kąpieli ;). Po ciepłym posiłku w Bacówce udaliśmy się w ostatni etap wędrówki, który doprowadzić nas miał do busa. Na starcie doszło do zabawnego wydarzenia - pewien miejscowy pieseł tak przejął się rozdzieleniem naszej grupy, że w wyjątkowo efektowny sposób postanowił zagonić brakującą owieczkę (tudzież Barana) do reszty naszego stada - śmiechu było co niemiara :). Po krótkiej wędrówce szlakiem i bardziej nużącej przechadzce asfaltem zwiad przedni dostrzegł zmierzającego nam naprzeciw kierowcę, który jak się okazało nie lubi bezczynnie spędzać czasu w oczekiwaniu na swoich pasażerów i wybrał się na mały spacer. Po dotarciu na miejsce, przebraniu się i upchaniu bagaży wyruszyliśmy w podróż.


    Powrót przebiegał w świetnej atmosferze, co nie zawsze jest normą, ale tym razem niewątpliwie potwierdzało słuszność decyzji o skróceniu trasy. Pozytywny wpływ miała też istotna zmiana konfiguracji rozmieszczenia uczestników w porównaniu do podróży na miejsce. Czas mijał wyjątkowo szybko, głownie za sprawą bardzo ciekawej i nieco burzliwej gry  w odgadywanie historii. Po zakończeniu gry czas mijał nam na ciekawych tematach dotyczących dostępności wszelkich dóbr kulturalnych, a po tym jak okazało się, że Andrzej jest gitarzystą w rockowym zespole, temat zszedł na trudności, które młode zespoły spotykają na swej drodze i bardzo ciekawie słuchało się o tym od osoby, która temat zna z autopsji. Zespól towarzyszy mi podczas płodzenia tej relacji i myślę, że mogę sobie w tym miejscu pozwolić na małą reklamę twórczości kolegi:
https://www.youtube.com/watch?v=zBVCXNT1Zkk


    Około18 bezpiecznie dotarliśmy na miejsce przeznaczenia i po szybkim ogarnięciu się udaliśmy się do domów. Miałem wyjątkowo wysokie oczekiwania względem tego wyjazdu i w zdecydowanej większości zostały one spełnione, więc wyjazd oceniam bardzo wysoko. Dzięki organizatorom i wszystkim uczestnikom i  tradycyjne do zo na szlakach!
Ahoj!

 

Pkt:
Nawojowa >16> Makowica >5> Hala Pisana >5> Schr PTTK Hala Łabowska >7> Runek >3> Bacówka PTTK nad Wierchomlą >4> Wierchomla Wielka
Suma: 40

Zdjęcia i materiały z wyjazdu: POBIERZ

Tekst: Daniel Ociepka  Zdjęcia: Tomasz Kowal, Ewa Gbyl

 

Galeria:

 

hala labowska 1 tk 001

 

hala labowska 1 tk 002

 

hala labowska 1 tk 003

 

hala labowska 1 tk 004

 

hala labowska 1 tk 005

 

hala labowska 1 tk 006

 

hala labowska 1 tk 007

 

hala labowska 1 tk 009

 

hala labowska 1 tk 010

 

hala labowska 1 tk 011

 

hala labowska 1 tk 012

 

hala labowska 1 tk 013

 

hala labowska 1 tk 014

 

hala labowska 1 tk 015

 

hala labowska 1 tk 016

 

hala labowska 1 tk 017

 

hala labowska 1 tk 018

 

hala labowska 1 tk 019

 

hala labowska 1 tk 020

 

hala labowska 1 tk 021

 

hala labowska 1 tk 022

 

hala labowska 1 tk 023

 

hala labowska 1 tk 026

 

hala labowska 1 tk 027

 

hala labowska 1 tk 028

 

hala labowska 1 tk 029

 

hala labowska 1 tk 030

 

hala labowska 1 tk 031

 

hala labowska 1 tk 032

 

hala labowska 1 tk 033

 

hala labowska 2 eg 001

 

hala labowska 2 eg 002

 

hala labowska 2 eg 003

 

hala labowska 2 eg 004

 

hala labowska 2 eg 005

 

hala labowska 2 eg 006

 

Logo basic orange

Dziękujemy

 

 

Miejski Klub "Maczki"

ul. Krakowska 26, 41-217 Sosnowiec
tel: 32 294 81 28
mail: biuro(małpa)klubmaczki.pl
NIP: 644 28 80 685

Godziny otwarcia:
12:00-20:00 - w roku szkolnym
10:00-18:00 - w ferie i wakacje
biuro czynne od 8:30

Biblioteka Miejska filia nr13 w Maczkach:

poniedziałek: 10.00 - 15.00 , wtorek, środa, piątek: 12.00 - 18.00
czwartek, sobota, niedziela: NIECZYNNE
tel: 32 292 38 89