Menu

kantoronline pl

2016 07 16 Wielki Chocz, Słowacja

    Różnym próbom bywała poddawana Perć w ciągu kilkuletniej już swej historii. I tym razem czekało ją kolejne wyzwanie. Zaplanowany na 16 lipca wyjazd zapowiadał się przyjemnie i niewinnie. Wyprawa na słowacką górę Chocz miała być kolejną radosną przygodą. Dlatego też sobotnim rankiem niczego nie podejrzewająca grupa kilkunastu rozochoconych wielbicieli gór (zwana czasami i nie bez powodu grupą specjalnej troski) zapakowała się do niegroźnie wyglądającego busa i z optymizmem wyruszyła w trasę. Skąd mogli przypuszczać, że wszystkie ciemne moce sprzysięgły się, aby ten wyjazd udaremnić, a przynajmniej uprzykrzyć w miarę możliwości. Być może zawiniło nasze niedbalstwo, gdyż prawdopodobnie żaden z uczestników nie złożył stosownej ofiary dla przebłagania sił wyższych, ani też nie został odtańczony żaden taniec zapewniający godziwe warunki atmosferyczne. Już wkrótce miało się to na nas zemścić....

vlky choc 2016 a 015  vlky choc 2016 a 010

    Trasa z początku przebiegała przyjemnie. Beztroski tradycyjny postój na hot-doga i kawę, nie zakłócony żadnymi przykrymi niespodziankami (nie licząc sporej kolejki do toalety z powodu równoczesnego postoju grupy niemieckich turystów), dodatkowo uśpił naszą czujność. Ale im bliżej  gór byliśmy, tym bardziej robiło się pod górkę i tym ciemniejsze chmury zbierały się nad nami. Pierwszy krytyczny moment nastąpił w chwili przekroczenia granicy słowackiej, gdy okazało się, że przekraczamy ją w nieoczekiwanym miejscu. Wtedy to uświadomiono nam groźną prawdę: otóż kierowca nie dysponował wiedzą, jaki jest konkretnie cel naszej podróży i wiózł nas przed siebie, byle wywieźć nas z kraju na Słowację. Po odkryciu tego bolesnego faktu wciąż jednak mieliśmy nadzieję na szczęśliwe i w miarę sprawne dotarcie do celu.

vlky choc 2016 b 001    Jednak złe moce nie próżnowały. Dotąd wodziły naszego kierowcę na manowce, aż wyprowadziły go za wschodni rejon Tatr, czyli zupełnie gdzie indziej, niż mieliśmy się znaleźć. Ale Perć nie poddaje się nigdy! Naprędce zostaly rozważone pomysły awaryjne, czyli wejście na jakąkolwiek górę znajdującą się w pobliżu ("O, może Łomnica!"). Jednak rozsądek kierownika wycieczki zwyciężył i koncepcje włóczenia się po Tatrach bez znajomości szlaku i bez mapy upadły. Niezmordowanie kontynuowaliśmy więc naszą odyseję w stronę Gór Choczańskich. Ale słowackie złe licho nie spało. Gdy już wreszcie trafiliśmy na prawidłowy kierunek, drogę zagrodził nam korek. Zjechaliśmy więc z głównej drogi w poszukiwaniu objazdu. Przy okazji podczas przeprawy przez rzekę poświęceniem dla Perci wykazał się Michał, który bohatersko wysiadł z busa i własnym ciałem sprawdzał nośność mostu, po którym perciowcy mieli się przedostać na drugi brzeg.

    I nareszcie! Nadeszła wiekopomna chwila! Po zaledwie sześciu godzinach błąkania się dotarliśmy do celu. Radość nasza nie miała granic, chociaż dość szybko (przynajmniej w naszym przypadku) studził ją deszcz lejący się z nieba. Grunt, że możemy wreszcie przemieszczać się na własnych nogach. Szeroka utwardzana droga, którą wyruszyliśmy, dość szybko zamieniła się w ścieżkę przez las. Szlak, przez większość czasu dosyć stromy, raczej nie należał do lekko-spacerowych,vlky choc 2016 a 006 a adrenalinę podnosiły jeszcze ześlizgi po obecnym na ścieżce błocie. I do tego cały czas ten deszcz... Dlatego jakże ucieszył nas widok drewnianej wiaty, pod którą można było się schronić. Krótki popas, jak zwykle wypełniony pouczającymi dyskusjami i znów trzeba było wyruszyć w deszczu pod górę. Brrrr.... Lecz duch w narodzie nie ginął, cały czas dążyliśmy uparcie na szczyt. Przez skały, po łańcuchach, nic nas nie mogło zatrzymać.

    I wreszcie sukces, zdobyliśmy szczyt! Ach, te przepiękne widoki na Tatry... te wszystkie cudowne krajobrazy..., które mogliśmy sobie tylko wyobrazić, gdyż otaczała nas mgła i chmury i mgła, ewentualnie ściana deszczu. Po krótkim postoju za skałą, naprędce zjedzonych kanapkach i wypitych napojach (tu szczery podziw dla twardziela, który w tych warunkach był w stanie delektować się piwem ;-) ), udaliśmy się w drogę w dół. Grupowe zdjęcie musiało niestety poczekać na bardziej sprzyjające okoliczności (jak się potem okazało wystąpiły one dopiero na Maczkach). Trasa w dół przebiegała równie mokro, błotniście i przy dźwiękach chlupotu wody w butach. Jednak była bardziej urozmaicona, ponieważ spotkaliśmy wypasające się owce.

vlky choc 2016 a 014    Z ulgą (przynajmniej Ci bardziej przemoczeni) dotarliśmy wreszcie do czekającego na nas busa. Jak najszybciej zrzuciliśmy  mokre ciuchy i wtedy okazało się, że niektórzy (ku uciesze współpasażerów) muszą odbyć podróż w samych majtkach (no... prawie samych), gdyż zapasowe ubranie w plecakach również im zamokło. I tak oto wracaliśmy przemoczeni lecz niezwyciężeni. Jednak pokonaliśmy zły los, zdobyliśmy górę i nie straciliśmy żadnego z uczestników wyprawy. I co najważniejsze, a być może zaskakujące dla osób postronnych, byliśmy szczęśliwi i zadowoleni z wycieczki. Pokazała się w całej okazałości specyfika Perci: nawet najgorsze warunki nie są w stanie zepsuć humoru jej uczestnikom, a każda złośliwość losu powoduje tylko większą zabawę i umocnienie przyjaźni.

Kamil i Aga

Pkt:
Luczki >16> Wielki Chocz>1> Średnia Polana pod Wielkim Choczem>4> Walaska Dubowa
Suma: 21

Zdjęcia i materiały z wyjazdu: POBIERZ

  • vlky_choc_2016_a_001
  • vlky_choc_2016_a_002
  • vlky_choc_2016_a_003
  • vlky_choc_2016_a_004
  • vlky_choc_2016_a_005
  • vlky_choc_2016_a_006
  • vlky_choc_2016_a_007
  • vlky_choc_2016_a_008
  • vlky_choc_2016_a_009
  • vlky_choc_2016_a_010
  • vlky_choc_2016_a_011
  • vlky_choc_2016_a_012
  • vlky_choc_2016_a_013
  • vlky_choc_2016_a_014
  • vlky_choc_2016_a_015
  • vlky_choc_2016_b_001
  • vlky_choc_2016_b_002
  • vlky_choc_2016_b_003
  • vlky_choc_2016_b_004
  • vlky_choc_2016_b_005
  • vlky_choc_2016_b_006
  • vlky_choc_2016_b_007
  • vlky_choc_2016_b_008
  • vlky_choc_2016_b_009
  • vlky_choc_2016_b_010
  • vlky_choc_2016_b_011
  • vlky_choc_2016_b_012
  • vlky_choc_2016_b_013

 

Tekst: Kamil Strzelczyk, Agnieszka Górecka Zdjęcia: Tomasz Kowal, Monika Zwierzyńska

Miejski Klub "Maczki"

ul. Krakowska 26, 41-217 Sosnowiec
tel: 32 294 81 28
mail: biuro(małpa)klubmaczki.pl
NIP: 644 28 80 685

Godziny otwarcia:
12:00-20:00 - w roku szkolnym
10:00-18:00 - w ferie i wakacje
biuro czynne od 8:30

Biblioteka Miejska filia nr13 w Maczkach:

poniedziałek: 10.00 - 15.00 , wtorek, środa, piątek: 12.00 - 18.00
czwartek, sobota, niedziela: NIECZYNNE
tel: 32 292 38 89