Menu

kantoronline pl

2015 08 22 Chopok, Tatry Niżne

4:30, dzwoni budzik. A niech to! Jak te urządzenia się psują! Dzwonią dużo za wcześnie i jeszcze przerywają mi sen! Ale nie, chwileczkę! Budzik się nie zepsuł, rzeczywiście jest 4:30, tylko jest jeszcze zupełnie ciemno. Idę na kompromis: rezygnuję ze śniadania i zyskuję 30 minut snu.
5:00, znowu dzwoni. Kto wymyślił wyjazd o tak nie przyzwoitej godzinie?! Ale tłumaczę samej sobie, że to nie jest byle jaka wycieczka, tylko na Chopok i z Percią. Pokornie wstaję.
Pod prysznicem, jak zwykle, doznaję zakrzywienia czasu. Miało być 15 min. było 30. Trzeba już wychodzić z domu. Na szczęście Słońce już wstało i pogoda jest obiecująca.
Przekraczam prędkość i staram się omijać studzienki. Zawsze sobie obiecuję, że wyjadę przed czasem, a wyjeżdżam za późno. Dziś wyjechałam na styk. Ostatnia prosta, skok przez przejazd kolejowy i jestem. O! Na miejscu jest już kilka osób, które jak widać lepiej sobie radzą z czasem niż ja. :-) Witają mnie uśmiechnięte i jasne twarze oraz kilka przecinków Michała. Okazuje się, że Basia jedzie z nami pierwszy raz.

 chopok 046  chopok 011

 

Dochodzi do nas jeszcze Bartek (którego dawno nie było), i jak zwykle wielkim wejściem - Alicja. :-)
Przyjeżdża bus i pakujemy się. Musimy jeszcze pojechać na stację po Dawida. Szybko kalkuluję w myślach, że gdybym też na to wpadła, to zyskałabym 30 min. na śniadanie. Ale nie wpadłam i mogę tylko pomarzyć teraz o jajecznicy z chlebem i herbatką. W drodze na stację dowiadujemy się, że syn Tomasza będzie miał na imię Tymon i że Basia dołączając do nas sporo ryzykuje. Na stacji Dawida jeszcze nie ma. Dwie dziewczyny czmychają z busa. Po uzbieraniu kompletu ruszamy.
Po drodze gadka szmatka. Chłopacy wspominają najlepsze imprezy, mnóstwo żartów i wulgaryzmów. Cały bus rechocze, a śpiochy są od razu budzone, np. rechotem jakiegoś breloka. Nikt nie grzebie w smartfonie i nikt nie chleje wódki. Pełna kultura!

Nie jedziemy wcale krajową jedynką, tylko przez Oświęcim, Kęty i Międzybrodzie. W sumie to lepiej, bo z jedynki nie ma takich widoków.
Mamy postój w Korbielowie i ratujemy się herbatką i serkami. Dziewczyny również chwilowo okupują męską toaletę. :-)
Przekraczamy granicę i zastanawiamy się, czy starczy nam waluty. Na szczęście Basia deklaruje się wesprzeć nadwyżką Euro. Pogoda zaczyna się lekko pogarszać, pojawiają się chmury.
Wjeżdżamy między góry i szukamy początku szlaku. Wszyscy w dobrym nastroju przygotowują się do trasy. Ruszamy najpierw wzdłuż rzeczki wąską ścieżką w bujnej roślinności. Michał z Dawidem i Kingą na początku, a Tomasz na końcu. Z początku jest chłodno, ale z marszem rozgrzewamy się i większość ubrań ląduje w plecaku. Na poziomie kosodrzewiny mamy postój i odkrywam, że wokół roi się od borówek. Pyszne! Łagodna pogoda i świeże powietrze towarzyszą nam na samą grań. Od tej strony jest jeszcze bezwietrznie.

chopok 024Na grani mamy postój, zawiało i trzeba się ubrać. Wiemy już, że teraz marsz będzie przyjemny i lekki do samego schroniska. Michał opowiada legendy o tamtejszej latrynie przypiętej linami. :-) Po grani prowadzi zagospodarowany szlak, równy niczym autostrada. Nic dziwnego, że zorganizowano tu dzisiaj triatlon Tatrzański. Dawid wyrywa do przodu, ja też. Zazdrośnie patrzymy na zawodników. Też chcielibyśmy tak kicać po górach bez plecaka. No tylko, że przedtem trzeba przepłynąć 2 km (ciekawe, w czym?) i przejechać 180 km na rowerze - pestka!
Michał się wkurzył, że tak wyrwaliśmy, ale to jest silniejsze ode mnie. Szczyt przyciąga jak magnes, a Matka Natura kibicuje coraz mocniej. Widzę jeszcze z daleka, że grupa ma postój, ale ja już jestem pod szczytem. Oczom nie wierzę, na szczycie "wywalili" ogromną stację kolejkową z restauracją, tarasem i hotelem! Szybko robię rekonesans tej nowej budowli, wokół jeszcze mnóstwo gliny i kamieni wskazujących, że budowla jest nowa. Ale to nie ma charakteru schroniska, gdzie właśnie się kieruję. Po drodze widzę, że Dawid już kica na szczyt właściwy.

W schronisku pięknie pachnie jedzeniem i jest gwarno. Zamawiam nocnik herbatki i lokuję się blisko okna, żeby dobrze widzieć nadchodzącą grupę. Mimo, że jestem pewna, iż zmierzają do schroniska i Dawid jest w pobliżu, to mam gacie pełne strachu, że się oderwałam od reszty, zostanę tu sama i nie wiadomo jak wrócę. Mierzę czas, żeby wiedzieć jaka może być między nami różnica w położeniu. Wkrótce wypatruję czarną postać i mogę odetchnąć z ulgą - to Michał. Tym razem mi się udało. Za chwilę w schronisku pojawia się ekipa Perci.
chopok 036Lokujemy się na tarasie i spożywamy chopokowe specjały. Jest bardzo wesoło, a Kamil podejmuje się karkołomnego wyzwania, czyli rozliczenia kasy. Na górze mamy mnóstwo czasu, bo między przyjazdem, a wyjazdem musi upłynąć całe 9 godzin. Napawamy się górskim klimatem i obserwujemy triatlonistów, wśród których jest sporo kobiet.
Potem przenosimy imprezę do środka, gdzie odznakę odebrał Kamil.
Pakujemy się na szczyt. Tam robimy pamiątkowe zdjęcie grupowe, przy którym jest zawsze kupa śmiechu.
Dumni z siebie i zadowoleni zabieramy się do schodzenia. Schodzimy wzdłuż trasy narciarskiej i rowerowej. Wow, osobna trasa rowerowa, jacy ci Słowacy są mądrzy! W połowie drogi wychodzi do nas słoneczko i decydujemy się na dłuższy postój, a wokół pełno borówek. Przeżywamy przyrodę w kilku minutach ciszy, a potem czas na krótką lekcję angielskiego.
W dalszej drodze ucinam sobie z Tomkiem ostrą dyskusję o systemie wolnorynkowym i tak docieramy do busa.
Jesteśmy bosko zrelaksowani i przyjemnie zmęczeni. Jedziemy do domu.

Ale w busie to się oka nie da zmrużyć. Po pierwsze z powodu żartów chłopaków, a po drugie z powodu ciężkiej nogi kierowcy. Po drodze zabłądziliśmy jeszcze na Słowacji, co jeszcze podkręciło kierowcę. W duchu klepałam "Zdrowaśki", a my gnaliśmy jak szaleni wyprzedzając tiry w środku nocy. Bus cały trzeszczał na nierównościach, ale dojechaliśmy w jednym kawałku. Było to mocno po północy, więc odpuściliśmy Tomkowi "słowo na niedzielę" i udaliśmy się do domów.
Plan załatwiony, wycieczka udana: dotlenieni, zmęczeni, zrelaksowani, trzeźwi i z zakwasami od śmiechu przywitaliśmy niedzielę. :-)
Dziękuję i do następnego!

 

Pkt:
Vrbickie Pleso >5> Tri Vody >7> Sedlo Polany >4> Derese >2> Chopok 2024m n.p.m.>2> Lukova >2> Pod Orlou Skalou >2> Vrbickie Pleso
Suma: 24

Zdjęcia do pobrania (z bonusami): KLIK

  • chopok_001
  • chopok_002
  • chopok_003
  • chopok_004
  • chopok_005
  • chopok_006
  • chopok_007
  • chopok_008
  • chopok_009
  • chopok_010
  • chopok_011
  • chopok_012
  • chopok_013
  • chopok_014
  • chopok_015
  • chopok_017
  • chopok_018
  • chopok_019
  • chopok_020
  • chopok_022
  • chopok_023
  • chopok_024
  • chopok_025
  • chopok_026
  • chopok_027
  • chopok_028
  • chopok_029
  • chopok_031
  • chopok_032
  • chopok_033
  • chopok_034
  • chopok_035
  • chopok_036
  • chopok_037
  • chopok_038
  • chopok_039
  • chopok_040
  • chopok_041
  • chopok_043
  • chopok_044
  • chopok_045
  • chopok_046
  • chopok_049
  • chopok_050
  • chopok_051_mg

Tekst: Monika Zabzdyr Zdjęcia: Tomasz Kowal, MG

Miejski Klub "Maczki"

ul. Krakowska 26, 41-217 Sosnowiec
tel: 32 294 81 28
mail: biuro(małpa)klubmaczki.pl
NIP: 644 28 80 685

Godziny otwarcia:
12:00-20:00 - w roku szkolnym
10:00-18:00 - w ferie i wakacje
biuro czynne od 8:30

Biblioteka Miejska filia nr13 w Maczkach:

poniedziałek: 10.00 - 15.00 , wtorek, środa, piątek: 12.00 - 18.00
czwartek, sobota, niedziela: NIECZYNNE
tel: 32 292 38 89