Menu

kantoronline pl

2014 02 08 Klimczok Szyndzielnia

title klim

Nie da się ukryć, że grupa Perciowców to zbiorowisko osób nietuzinkowych. Każdy wyjazd to nie tylko porcja intrygujących rozmów, ale również pakiet docinków, złośliwości i żarcików. A ja akurat postanowiłam być miła. Nie oznacza to, że na co dzień jestem wredna. Za tym postanowieniem kryła się przede wszystkim chęć udowodnienia sobie i innym (Daniel, głównie myślę tutaj o Tobie), że podczas rozmowy mogę obejść się bez pieszczotliwych w moim mniemaniu określeń typu „łajzo”, „baranie”, „gnomie”, „gadzie”... Stop!, bo arsenał takich zwrotów mam spory. Plan był zaiste ambitny, bo uświadomiłam sobie, że to przecież PERĆ. A więc: jak być miłą i nie zwariować?

 1 klimczok kowal  003 1 klimczok kowal  029

 Lutowa wycieczka zapowiadała się ciekawie już dzięki mailowi od kierownika Sasa, w którym dało wyłapać się sentymentalną nutę w nawiązaniu do początków Perci i upływającego czasu. Nikomu jednak nie przeszkadza to, że miejsca odwiedzane przez grupę powtarzają się, o czym może świadczyć spora liczba uczestników drugiego w historii Perci wyjazdu na Klimczok i Szyndzielnię. Pojechało 19 duszyczek (Michał, ujęłam Cię w tym zestawieniu, ale mam obawy, że jako socjopata nie posiadasz duszy – może to być temat do rozważań na następną wycieczkę), choć zgłosiło się ich więcej. Niestety, z powodów zdrowotnych kilka osób musiało zrezygnować. Danielowi szczególnie doskwierał brak Oli, chociaż zapierał się, że jest inaczej. Mieliśmy w drużynie także nową osobę – Dominikę – która przyjechała aż z Częstochowy! Dodam, że bardzo jej się podobało i nie wykluczyła udziału w kolejnej wyprawie. I słusznie! Wieści o Perci docierają coraz dalej. Nie wiem, jak Sas to ogarnie, bo widziałam w jego oczach lekki popłoch, ale trzymam za niego kciuki.

Start spod klubu odbył się planowo, co oznacza, że nie odnotowano spóźnień. Aga ma ostatnio dobre dni (tak trzymaj!), a w dodatku była przygotowana (odznaki, książeczka i koszulka), czym od razu się pochwaliła. Została więc wytypowana przez Sasa i Michała do wykonania pewnego ważnego zadania, którego szczegóły miała poznać później. Na jej nienaganną postawę rzucił się cieniem dość niepokojący fakt – Aga zamierzała wspomóc się wyciągiem w drodze na szczyt Szyndzielni. Zdegustowani tym pomysłem Perciowcy udzielili jej rozgrzeszenia dopiero, gdy dowiedzieli się, że to z powodów zdrowotnych. Sas próbował dociekać przyczyn owych dolegliwości, sugerując, że może ma to związek z apetytem Agi, ale była to zbyt daleko wysunięta hipoteza. Nie uniknięto jednak rozważań dotyczących zawartości jej plecaka i nawet Michał stwierdził, że boi się włożyć tam rękę, żeby nie umazać się roladą lub gołąbkami.

Podróż busem umilaliśmy sobie konwersacjami na tematy różne, z których najwięcej emocji wywołała polityka. Sylwię zalała krew na wspomnienie planów budowy spalarni śmieci w okolicach jej „ukochanej dzielni”, ale tym razem jakoś to dźwignęła. Niestety, nie uniknęłam wypowiedzenia kilku niecenzuralnych słów, ale zostało mi to wybaczone, bo użyłam ich w słusznej sprawie. Nie mogło oczywiście zabraknąć tradycyjnego postoju na kawę i hot-dogi (tak, Aga też jadła), ale nie przedłużaliśmy go, ponieważ spieszno nam było na szlak. A dlaczego? I tu trzeba wspomnieć o pogodzie. Luty, myślisz: zima, śnieg, mrozik. A tymczasem mieliśmy niemalże bezchmurne niebo, słońce i temperaturę sięgającą 10 stopni. Ci, co kochają lato, w duchu się cieszą, ale miłośnicy sportów zimowych cierpią katusze. Może śnieg jeszcze się pojawi, w końcu do maja daleko. ;) Znani z hartu ducha Perciowcy nie przejmują się trudnymi warunkami, ale tym razem większość cieszyła się z powodu dobrej pogody i chciała jak najszybciej to wykorzystać.

W Wapienicy nastąpił desant i pożegnanie Agi, która miała udać się busem pod wyciąg. Łukasz podsłuchał kierowcę wspominającego coś o przeprowadzeniu operacji, więc pojawiło się przypuszczenie, że naszą koleżankę może czekać coś więcej niż tylko podwózka (Aga, sprawdź, czy masz obie nerki!). Nie zastanawialiśmy się nad tym długo (ostatecznie z jedną nerką da się żyć) i ruszyliśmy zwartą grupą żółtym szlakiem. Powrócił temat zdrowia i kondycji fizycznej. Wysunęłam tezę, że po przekroczeniu pewnego pułapu wieku organizm wystawia nam rachunek za lata beztroskiego użytkowania, co Mazur skwitował hasłem „I dalej lepiej nie będzie”. Daniel przekonywał, że aby czuć się młodo, należy utrzymywać ciało w dobrej formie (i nie chodziło mu o konserwację organizmu trunkami procentowymi), a Sas nie omieszkał pochwalić się, że jest zawodowym mistrzem kosza (wiklinowego oczywiście). Aby wyprawa nie zamieniła się w wyjazd stetryczałych maruderów, ochoczo zaatakowaliśmy pierwsze podejście. Wówczas zaczęły tworzyć się podgrupy, bo jak wiadomo każdy wchodzi pod górę we własnym tempie.

3 klimczok ociepka 014Pierwszy popas ponownie zebrał grupę, choć nie na długo. Marta, już po trzech migotaniach komór i przedsionków, stwierdziła, że szkoda jej energii na stanie na szlaku, a i Junior, jak zauważyłam, nerwowo przebierał nóżkami, mimo że przywiązany był do plecaka swej właścicielki. Korzystając ze zdobyczy nowych technologii zwanych chyba smartfonami oraz własnej intuicji Sas i Piotrek oceniali, ile już przeszliśmy i na jakiej wysokości się znajdujemy. Druga Marta, choć cieszyła się, że wędrówka dobrze jej idzie, zmartwiła się dziwnym skrzypieniem dochodzącym ze strony jej męża Marcina. Pokrzepiona słowami, że dopóki nic nie odpadło, to wszystko jest w porządku, dzielnie kontynuowała marsz. A przed nami był jeszcze kawałek skąpanej w słońcu drogi, kolejny popas, górna stacja wyciągu, plener zdjęciowy, na którym Ania z Bartezem zauważyli znak informujący, że do Morza Bałtyckiego pozostało 350 h, i fragment szlaku z wymijaniem innych turystów, których w okolicach schroniska PTTK na Szyndzielni zaczęło pojawiać się coraz więcej. Zaniepokojony tłumami okupującymi stoliki Michał zasugerował, abyśmy dłuższą biesiadę zrobili w drugim schronisku, na Klimczoku. Poza tym szkoda było marnować taką pogodę na siedzenie w budynku.

Zgarnęliśmy więc Agę i ruszyliśmy dalej żółtym szlakiem, podziwiając widoki, czerpiąc przyjemność z ogrzewającego nas słońca i ciesząc się wzajemnym towarzystwem. Na górze oddaliśmy się radosnemu pstrykaniu fotek, a Michał oddalił się w poszukiwaniu zacisznego miejsca do kontemplacji. Było tak pięknie, że mnie osobiście nie chciało się stamtąd ruszać, lecz Sas zarządził zejście do schroniska, ponieważ czekać nas miało ważne wydarzenie. Dodam tylko jeszcze, żeby ktoś mi potem nie wypomniał, że o tym zapomniałam, iż podczas odwrotu ze szczytu zaliczyłam spektakularny upadek. Kto widział, ten wie, jak to było. Nauczyłam się, że mam się koncentrować, a nie tylko o tym gadać. Bo kamienie lubią uciekać spod butów, bezczelne.

W schronisku ulokowaliśmy się przy dwóch nieznacznie oddalonych od siebie stolikach. Nie przeszkodziło nam to gromadnie wziąć udziału w owym ważnym wydarzeniu, którym okazała się ceremonia wręczenia Świstaków i Borsuków. Liczba odznaczonych była imponująca – szczęśliwcami było 7 osób. I tak: Joanna, Ula i Piotrek otrzymali Świstaka Nizinnego, Łukasz Świstaka Górskiego, Marta Świstaka Alpejskiego (którego zdobyła już wcześniej, ale nie było okazji go wręczyć), a Michał i Sas odebrali po Borsuku Wielkim. Gratulacje! Oczywiście uśmiechów i łez szczęścia nie zabrakło, a Łukasz nawet skakał z radości. Tutaj też wyjaśnia się zagadka zadania powierzonego Adze, gdyż to ona brawurowo poprowadziła ceremonię wręczenia plakietek. Widać, że dziewczyna ma talent i to nie tylko do jedzenia. Po części oficjalnej można było oddać się jeszcze chwilowemu lenistwu. Chyba większość Perciowców rozczulił moment, gdy Sas i Michał postanowili wręczyć odznaki trzem młodym, nieznanym nam, lecz dobrze rokującym na przyszłość miłośnikom gór. Dzieci były równie zaskoczone, jak ich rodzice. Poza szkrabem, który szczelnie owinięty spał w nosidełku.

Po tej uroczej scenie zebraliśmy się do pamiątkowej grupowej fotki pod schroniskiem. Jeśli ktoś myśli, że na Perci to prosta sprawa, to się grubo myli. Sas wybrał to samo miejsce, w którym Perć robiła sobie zdjęcie w 2009 roku. Po oczekiwaniu na osoby, które zamarudziły w schronisku, kilku złośliwych zaczepkach Michała i moim powstrzymywaniu się od komentarza, nastąpił proces zaganiania wszystkich we wskazanym kierunku. Wówczas okazało się, że Mazur zniknął! Ruszyła lawina domysłów, gdzież to mógł podziać się nasz kolega, na jego poszukiwania wybrało się parę ekspedycji, a Sas rozpoczął gorączkowe nawoływania. Na szczęście Mazur sam się odnalazł. Skarcony spojrzeniem przez ojca-założyciela Perci grzecznie ustawił się do zdjęcia. Kilka pstryknięć dalej maszerowaliśmy już czerwonym szlakiem, którym to mieliśmy zejść do Przełęczy Karkoszczonki. Znów rozciągnęliśmy się po trasie, co zaowocowało przeoczeniem skrętu przez zagadanych Daniela, Dominikę i Gosię. Po tym wydarzeniu Michał i Sas uważnie pilnowali jedności grupy. Ten pierwszy obstawiał przód, a kierownik starał się siedzieć na zamku.

3 klimczok ociepka 030Na przełęczy, zanim obraliśmy kierunek żółtym szlakiem na Szczyrk, doszło do kolejnej uroczej sytuacji. Nie do końca wiem, w jakich okolicznościach wywiązała się rozmowa z dwoma starszymi panami, którzy zmierzali drogą w przeciwnym do naszego kierunku. Istotne jest to, że Michał zamierzał oddać im dziewczyny i założę się, że jeszcze by dopłacił. Jeden z panów nie odmówił sobie przyjemności uściskania Sylwii i Dominiki, a Agę chciał nawet całować. Skończyło się na przytulaniu, co paparazzi szybko uwiecznili na zdjęciach. Dziewczęta były zaskoczone obrotem spraw, pozostali Perciowcy uradowani, a ja ośmielę się stwierdzić, że to wydarzenie potwierdza, iż nie ma fajniejszych dziewczyn od „perciowych”.

Droga powrotna na Maczki minęła szybko, oczywiście był postój, luźne rozmowy, żarciki, dzielenie się resztką zapasów z plecaków (Aga wzięła nawet czołówkę Mazurka za kiełbasę), podziwianie cudownego zachodu słońca, który spowodował, że Sylwia i Łukasz słodzili sobie nawzajem określeniami „robaczku” i „mątewko”, a Daniel dziwił się, skąd wzięło się w jego bracie tyle romantyzmu. Pod klub dojechaliśmy bezpiecznie, większość szybko udała się w stronę domów, a gdy Sas wreszcie wygramolił się z busa, oficjalnie ogłosił pozostałym osobom zakończenie wyjazdu.

Czy wytrwałam w swym postanowieniu? Tak, nawet samej siebie nie nazwałam w myślach „sierotą”, gdy prawie zjechałam na tyłku ze stoku. Oznaczałoby to również, że nie zwariowałam, ale chyba źle postawiłam pytanie, bo od zawsze jestem pozytywnie zakręcona. Jak wszyscy w Perci.

1 klimczok kowal  030

I jeszcze jedna kwestia, która właściwie troszkę mnie zasmuciła. W busie Sas zapytał o to, kto pisze relację z wyjazdu. Z nadzieją, że ktoś się zgłosi. Pytanie odbiło się od wnętrza auta i utknęło w ciszy, a delikatne próby przekonania wybranych osób nie powiodły się. Jasne, nikt nikogo nie zmusza, ale, drodzy Perciowcy, żeby absolutnie nikt nie wykazał zainteresowania tematem? Tyle się już jeździ z Percią, ale pierwszy raz widziałam naszego kierownika tak zatroskanego. Kochani, nie trzeba być literatem, znać całego składu Perci z imienia i nazwiska, mieć genialnego pomysłu na tekst, bo nie o to chodzi. Tylko o zabawę. O własny punkt widzenia i wrażenia. To nie musi być epopeja narodowa! Zdejmijcie więc troski ze steranych barków Sasa i zgłoście się następnym razem do napisania relacji! Śmiało! Nie pytaj, co Perć może zrobić dla Ciebie, tylko co Ty możesz zrobić dla Perci!

Pkt:
Dolina Wapienicy >9> Schr PTTK Szyndzielnia >3> Klimczok >1> Schr PTTK Klimczok >3> Przeł. Karkoszczonka >2> Szyrk
Suma: 18

Zdjęcia (wszystkie): KLIK

  • 1_klimczok_kowal__001
  • 1_klimczok_kowal__002
  • 1_klimczok_kowal__003
  • 1_klimczok_kowal__004
  • 1_klimczok_kowal__005
  • 1_klimczok_kowal__006
  • 1_klimczok_kowal__007
  • 1_klimczok_kowal__008
  • 1_klimczok_kowal__009
  • 1_klimczok_kowal__011
  • 1_klimczok_kowal__012
  • 1_klimczok_kowal__014
  • 1_klimczok_kowal__015
  • 1_klimczok_kowal__016
  • 1_klimczok_kowal__017
  • 1_klimczok_kowal__018
  • 1_klimczok_kowal__019
  • 1_klimczok_kowal__020
  • 1_klimczok_kowal__021
  • 1_klimczok_kowal__029
  • 1_klimczok_kowal__030
  • 2_klimczok_gbyl_001
  • 2_klimczok_gbyl_002
  • 2_klimczok_gbyl_003
  • 2_klimczok_gbyl_005
  • 2_klimczok_gbyl_006
  • 2_klimczok_gbyl_008
  • 2_klimczok_gbyl_009
  • 2_klimczok_gbyl_010
  • 3_klimczok_ociepka_003
  • 3_klimczok_ociepka_004
  • 3_klimczok_ociepka_009
  • 3_klimczok_ociepka_013
  • 3_klimczok_ociepka_014
  • 3_klimczok_ociepka_017
  • 3_klimczok_ociepka_019
  • 3_klimczok_ociepka_023
  • 3_klimczok_ociepka_024
  • 3_klimczok_ociepka_026
  • 3_klimczok_ociepka_028
  • 3_klimczok_ociepka_030

Tekst: Ewa Gbyl, Zdjęcia: Tomasz Kowal, Łukasz Ociepka, Ewa Gbyl

Miejski Klub "Maczki"

ul. Krakowska 26, 41-217 Sosnowiec
tel: 32 294 81 28
mail: biuro(małpa)klubmaczki.pl
NIP: 644 28 80 685

Godziny otwarcia:
12:00-20:00 - w roku szkolnym
10:00-18:00 - w ferie i wakacje
biuro czynne od 8:30

Biblioteka Miejska filia nr13 w Maczkach:

poniedziałek: 10.00 - 15.00 , wtorek, środa, piątek: 12.00 - 18.00
czwartek, sobota, niedziela: NIECZYNNE
tel: 32 292 38 89