Menu

kantoronline pl

14 07 2012 Lysa Hora

Zacznę od tego, że cóż za najcudowniejszą nagrodę otrzymałam za zdobycie wymarzonego, wyśnionego pierwszego Świstaka w mej karierze Perciowej. Nagrodą ową jest  pisanie tego tekstu. Cóż, tłum zadecydował, jednostka nie ma głosu
Wyjazd  na Łysą Górę planowany był wcześniej, ale nie doszedł do skutku przez podejrzenia, że wyczerpały się kawały panu Szczepanowi, ale w zamian za to każdy Perciowiec miał otrzymać browara za free, o czym chyba pan Szczepan zapomniał (lub o tym nie wiedział).

Mimo wcześniejszych przeciwności losu,  w końcu grupa otrzymała wiadomość od Kierownika wycieczki-Sasa, wyjazd: 14 lipiec, 7:30, spod Miejskiego Klubu Maczki. Kierunek: Łysa Góra (1324 m n.p.m.) w Czechach – najwyższy szczyt pasma Beskidu Morawsko-Śląskiego i jednocześnie najwyższa góra Śląska Cieszyńskiego (źródło: Wikipedia)
Pierwsi przybyli na zbiórkę: Marta, Michał, Bartek i ja. Chwila konsternacji, godzina 7:30 a nikogo jeszcze nie ma, o co chodzi.  Chwila czekania i … jest, żółty bus pana Szczepana, a w środku Sas i Ola, która miała tylko zjeść ogórka w busie i wracać do domu, ale jednak zdecydowała się jechać z nami. Dotarli też pozostali uczestnicy Perciowej wyprawy: Tomek(Az), Aga, Ewa, Sylwia, Wojtek ze swoją żoną Kariną. Brakowało jeszcze jednej osoby, która miała być zgarnięta po drodze. Tak, więc wszyscy uśmiechnięci, radośni i szczęśliwi z powodu kolejnego wspólnego wyjazdu, wyruszyliśmy spod Miejskiego Klubu Maczki o godzinie 7:40, podążając w kierunku Pepików.

 

Pierwszy  krótki postój zaliczyliśmy w pobliżu Jeziora Paprocańskiego, aby zabrać ze sobą Kasię, koleżankę Michała, której zagwarantowaliśmy poranny jogging po Tychach, aby dogonić naszego busa. Jak tradycja nakazuje w Perciowych wyjazdach nie może zabraknąć postoju na poranną kawę. Tym razem zatrzymaliśmy się w McDonalds. Droga minęła nam jak zwykle w śmiechu z żartów Pana Szczepana i tym razem w rytmie refrenu piosenki:  I know,  I know, I know.  Naprawdę wesoły bus.

Dotarliśmy na miejsce po ponad 2 – godzinnej drodze. Ostatnie przygotowania, zmiana butów, pakowanie Juniora, bo to dzięki niemu Michał wyrywa laski na szlakach (i to dzięki Juniorowi miał być ten masaż tajski) i wyruszamy w drogę. Niestety nie udało się namówić pana Szczepana, żeby zawiózł nas na szczyt, więc musimy liczyć na własne siły.
Od samego początku grupa podzieliła się na dwie większe  podgrupy.  Początkowo trasa asfaltowa, ale nie było tak dobrze zbyt długo. Druga grupa okupująca tyły miała częste popasy, w tym jeden na zbiórkę jagód. Nikt nie chciał odejść od krzaczków z jagodami, ale nie było wyjścia, trzeba ruszać dalej. Nawet Sas, który miał poczekać na nas, aż będziemy wracać ze szczytu, zdecydował jednak ruszać dalej. Takie niepozorne jagody,  a tu nawet potrafią być przyczyną krwawienia. A padło tym razem  na Martę krzyczącą: ja krwawię! (spokojnie to tylko sok z jagód). Droga minęła nam również na szukaniu nazwy kwiatka o charakterystycznym zapachu, jaki miała bransoletka Marty.  Zapach bransoletki miał odstraszać komary i inne insekty, bo jak to uznała Marta te stworzenia ją bardzo lubią.  Dlatego grupa przyznała, że można zabierać Martę do lasu, to nie zostaniemy pogryzieni.
Motywem przewodnim naszej drogi na szczyt było zastanawianie  się również nad znaczeniem wyrażenia ‘Co ja pacze?’, wszyscy paczyli  na siebie i chyba nic nie wypaczyli, dlatego nie udało nam się wyjaśnić o co w ogóle chodzi z tym paczeniem.
Po dość stromym  podejściu i głosach Oli, że już umarła, przekroczeniu punktu z krzyżem, podziwianiu malowniczych widoków, witając się po drodze z Czechami ładnie brzmiącym; Ahoj!, dotarliśmy na upragniony szczyt,  Lysa Hora. Zajęliśmy miejscówkę w knajpie dla naszej licznej grupy i czas udać się zamówić pivo. Pierwszy dokonał tego Tomek (Az), niestety bez towarzystwa  swojego stałego kompana w piciu tego trunku na wyjazdach Perciowych, Daniela którego tym razem nie było z nami.

Odpoczynek na Lysej Horze minął nam na wspólnych egzystencjalnych rozmowach i spożywaniu czeskich specjałów. Kolejny raz przekonaliśmy się, że trzeba się języków uczyć, szczególnie naszego bratniego narodu, nazwy dań brzmiały co najmniej mało zrozumiale. Tutaj można przytoczyć historię Perciowców, którzy byli już na Lysej Horze. Bohaterami są Az i Sas, który chciał dokonać zamówienia gulaszu.  Jeśli dobrze pamiętam z opowieści wyglądało to tak: Pani po czesku pyta się: ‘knedlíky a brambory‘, a Tomek odpowiedział  „tak“.  Tutaj pomocny okazał sią Az, który pomógł Sasowi dokonać zamówienia, oczywiscie najpierw wybuchając śmiechem. Tak zakończyła się pierwsza styczność Sasa z językiem czeskim.
Kolejnym punktem była oficjalna część wręczenia świstaków: górskiego dla Agi, która podziękowała wszystkim ze wzruszeniem w głosie, wspominając, że sama by tego nie osiągnęła, następnie wyżynnego dla Bartka i nizinnego dla mnie.  Wręczeniu świstaków towarzyszyła meksykańska fala Perciowców i gromkie brawa. Naprawdę był to wzruszający moment. Michał przedstawił też listę osób z najwyższą punktacją. Dowiedzieliśmy się, że najwytrwalsi Perciowcy, będący na wszystkich wypadach- Sas i Michał, po dwóch następnych wyjazdach będą się kwalifikowali już do pierwszego stopnia w skali borsuków. Szacun;)
Po wręczeniu świstaków, któremu towarzyszyło kręcenie filmiku, nastąpił etap rozważań na temat prawidłowej formy użycia wyrażenia kamerowanie, czy jest ono zgodne z zasadami języka polskego, bo podążając w tym kierunku moglibyśmy używać wyrażenia: rowerowanie a dalej idąc: pedałowanie. Nie zabrakło również innych interesujących tematów, m.in. o Danielach żyjących na wolności w okolicach Maczek, Aga po raz kolejny miała okazję do konsumpcji i wydało się, że Junior nie miał oficjalnego przyznania Świstaka, co prawdopodobnie zataił przed resztą Michał.

Po zakończeniu niezwykle interesujących rozmów wykształconych ludzi, przeszliśmy do stałego punktu wyjazdów Perciowych, czyli robienia wspólnej słit foci. Sas opracował nam również animację, tym razem poruszania się po okręgu. Ludzie patrzący z zewnątrz na nas mogli uznać, że nasze  zachowanie jest co najmniej dziwne.
Pogoda w drodze powrotnej niestety nam nie dopisała i wracaliśmy w całkiem obficie padającym deszczu. Po drodze nastąpiło rozdzielenie grupy na kilka mniejszych grupek. Kiedy dotarliśmy do naszego żółtego wypaśnego Szczepan busa, wyruszyliśmy w drogę powrotną, obierając kierunek-Maczki. Na granicy opuścił nas Az, a my po przejechaniu przejścia granicznego zatrzymaliśmy się jeszcze dokonać zakupów piwa czeskiego, lentilek, żelek i innnych smakołyków czeskich. Pan Szczepan był tak dobry, że jeszcze raz się zatrzymał i udaliśmy się na konsumpcję w McDonalds. W drodze powrotnej opuściła nas również Kasia, wysiadając w Tychach i Marta w Jaworznie. Jak to bywa z panem Szczepanem  raczącym nas swoim humorem, ku uciesze grupy , a szczególnie Michała, chciał uciec Marcie, ale na szczęście odzyskała swe rzeczy z bagażnika.
Dotarcie na Maczki nastąpiło po godzinie 20. Wszyscy pełni sił, uśmiechnięci rozstaliśmy się. I tak zakończył się kolejny bardzo udany wyjazd. Byle do następnego...

{youtube}D6doNMhFkHE{/youtube}

Pkt:
Ostravice (ČSAD) --[8]--> Lukšinec (982) --[6]--> Lysá Hora (1323) --[6]--> Ostravice (ČSAD)
Suma 20

Zdjęcia spakowane do pobrania: TU

  • DSC_0002
  • DSC_0007
  • DSC_0008
  • DSC_0009
  • DSC_0010
  • DSC_0019
  • DSC_0020
  • DSC_0024
  • DSC_0036
  • DSC_0037
  • DSC_0038
  • DSC_0059
  • DSC_0064
  • DSC_0070
  • DSC_0072
  • DSC_0075
  • DSC_0111
  • DSC_0123
  • DSC_0128
  • DSC_0129
  • DSC_0132
  • DSC_0135
  • DSC_0140
  • DSC_0143
  • IMG_2884
  • IMG_2887
  • IMG_2888
  • IMG_2897
  • IMG_2902
  • IMG_2903
  • IMG_2914
  • IMG_2917
  • IMG_2918
  • IMG_2953
  • IMG_2957
  • IMG_2967
  • IMG_2968
  • Obraz 003
  • Obraz-008
  • Obraz-009
  • Obraz-010
  • Obraz-011
  • Obraz-012
  • Obraz-013
  • Obraz-015
  • Obraz-016
  • Obraz-022
  • Obraz-025
  • Obraz-028
  • Obraz-029
  • Obraz-033
  • Obraz-035
  • Obraz-041
  • P7140004
  • P7140008
  • P7140024
  • P7140025
  • P7140026
  • P7140027

Tekst: Ania Mroczek Zdjęcia: Tomasz Kowal, MG, Sylwia Kokoszka Wideo&Montaż: MG

PS. Kwiatek o którym była mowa, i którym śmierdziała Marta to potocznie zwana "Anginka"

Miejski Klub "Maczki"

ul. Krakowska 26, 41-217 Sosnowiec
tel: 32 294 81 28
mail: biuro(małpa)klubmaczki.pl
NIP: 644 28 80 685

Godziny otwarcia:
12:00-20:00 - w roku szkolnym
10:00-18:00 - w ferie i wakacje
biuro czynne od 8:30

Biblioteka Miejska filia nr13 w Maczkach:

poniedziałek: 10.00 - 15.00 , wtorek, środa, piątek: 12.00 - 18.00
czwartek, sobota, niedziela: NIECZYNNE
tel: 32 292 38 89