Menu

kantoronline pl

04 02 2012 Potrójna

Tyle się człowiek najeździł z Percią w góry i udało mu się ominąć wątpliwą (wg mnie) przyjemność pisania owego tekstu, no i trafiła przysłowiowa kosa na przysłowiowy kamień. Pragnę się na wstępie pożalić o to drogim czytelnikom, iż w moim przypadku nie było demokratycznego głosowania „kto piszę następne sprawozdanie?” jak w przypadku poprzednich wyjazdów. Zostałam brutalnie postawiona przed faktem dokonanym, w busie, kiedy to udało nam się odjechać zaledwie 20 km od Maczek – miejsca spotkań przed wyjazdowych członków Klubu Turystyki Górskiej Perć. Jedynym pocieszeniem w tej dla mnie strasznej chwili, jest zdanie Daniela, które rozbrzmiewa mi w głowie tysiącem gongów i różnych innych kolorowych dzwoneczków: „dziewczyno daj spokój tyle się wydarzyło".

Nie zacznę standardowo od tego kto, kiedy, gdzie, dlaczego tam, i po co oni razem, jaki jest sens wyjazdu czy istnienia i kto tu decyduje i ochroni nas przed trzaskającym mrozem?! Zacznę od pytania, które stawiam sobie zawsze, przy okazji takich wyjazdów, jednocześnie zastanawiając się czy współtowarzysze tych wypraw zastanawiają się nad tak błahą (lub być może nie błahą) sprawą…

Po co człowiek jeździ w góry?


No cóż, praktyka wyjazdowa pokazuje, iż każdy uczestnik ma jakiś podświadomy lub świadomy cel angażowania się w wyjazd w góry. Niektórzy jadą w góry po to by rozprostować zastane od komputera kości, także po to by przywieźć ze sobą wspomnienia radujących oczy widoków, zawartych na fotografiach, po to by mocno się zmęczyć, rozstresować się po całym tygodniu ciężkiej (?) pracy i naładować akumulatory na kolejny tydzień. Inni znowuż jadą po to by zaspokoić duszę bliskością natury i ukoić drzemiącą w nich, nieokreśloną tęsknotę. Są też tacy którzy jadą tylko po to by spędzić ciekawie czas, w doborowym towarzystwie i wracają z bólem brzucha spowodowanym nadmierną radością i głośnym śmiechem. Myślę sobie, że wszystko to daje nam Perć. Dzięki temu nasz mały klub wciąż istnieje, pojawiają się nowe osoby, chętne na takie właśnie doświadczenia, a osoby ze „stażem Perciowym” nadal chcą spędzać tak czas.
Dobrze już, dobrze skończ autorko bredzić i przejdź do rzeczy.

Grupa „perciowców” rozpoczęła swą przygodę w mroźny sobotni poranek. Spotkaliśmy się o godzinie 8:00 w miejscu z którego zawsze wyruszamy, w składzie 12 piechurów. Wydaje mi się, że zbędny jest komentarz dotyczący szczęśliwej trzynastej piechurki, która dba o tradycje perciową i zawsze przyjeżdża „chwilę po” a swoim zarażającym uśmiechem i radością rekompensuje ubytki czasowe.

Na szczególną uwagę w tym miejscu, zasługuję fakt dotyczący składu. Pojawili się dobrze znani wyjadacze Perciowi, którzy nie potrafią sobie odpuścić żadnego wyjazdu w postaci Sasa i Michała (można by tu zaznaczyć, że te dwie postacie są już perciową tradycją, może nawet legendą). Chęć uczestnictwa w wyjeździe zgłosiły także osoby ze starego składu, tak zwanych  „straży tylnych” (Ania – także osnuta w poprzednich opisach legendą, zwana Fifą i ja Ola) i „straży przednich” (Azuś i Daniłka). Oczywiście muszę tutaj wspomnieć o Bartezie, który także należy do starego składu i w końcu zaskoczył nas miło swoją obecnością, przyprowadzając ze sobą świeżutkiego Perciowca, bardzo sympatyczną Anię.  Skoro już jestem przy świeżych perciowcach, dodam że mieliśmy jeszcze dwie „perciowe dziewice” (oczywiście bez obrazy panowie) Bartka z odmrożonymi rękoma oraz gorącą hiszpańską krew – Alberto. Wciąż zastanawiam się jak on nam tam nie zamarzł. Żeby być w porządku wobec wszystkich uczestników wymienię także, że w wyjeździe brały jeszcze udział aktualne perciowe wyjadaczki: Aga Zarażający Uśmiech, Marta Migotanie Komór, Przedsionków i Reszty oraz Tadzik Idziemy na Fajkę.
W tak różnorodnym składzie starych, młodych i obecnych wyjadaczy oraz gorąco krwistych Hiszpanów rozpoczęliśmy wspólną przygodę.
Pogoda właściwie niczym nas nie zaskoczyła, ot taki tam bardzo, bardzo zimny dzień z dwudziestostopniowym mrozem oraz brak słońca. Naszym celem miała być piękna i nie wysoka, rozkoszna góreczka zwana Potrójną. Biorąc pod uwagę fakt odmrażania różnych części ciała cel na prędce, zmieniał się radykalnie na Chatę pod Potrójną.

Podróż minęła rozkosznie. Śpiewy, ciekawe rozmowy, klawe dowcipy, postój na mandat dla kierowcy, postój na popas, śpiewy, ciekawe rozmowy, klawe dowcipy i obwieszczenie pana (nieformalnego) kierownika wycieczki Sasa: wysiadamy i naginamy! Jeszcze tylko ostatnie zapięcia kurtek, nerwowy błędny wzrok (czy ja aby na pewno wszystko ze sobą zabrałem?), szybki łyk ostatnich kropel aroniówki (która moim zdaniem zbyt pochopnie pękła w busie a nie po drodze na zimny szczyt), ostatnie dopięcie stuptów, w których ktoś nie przemyślał funkcjonalności zamka i umieścił go na samym tyle, ostatnia wymiana kąsających sarkazmów i RUSZAMY! Rzuciliśmy się jak z motyką na słońce w bajeczny w swej bieli szlak w poszukiwaniu właściwej trasy i tu już nastąpił dysonans, aczkolwiek sympatyczny, czyli podział grupy. Szybko jednak połączeni w całość, wszyscy  zajęli swoje miejsca w szyku a grupa rozciągnęła się jak należy. Michał przodownik, straże przednie, fotograf, środeczek, straże tylne z palpitacjami serca. Jednak połączeni. Chęcią zdobycia szczytu i krótkofalówkami.

Owa droga minęła (przynajmniej mi) bardzo sympatycznie, trochę długo i za bardzo pod górę ale tak właśnie jest wzorcowo dla straży tylnej. Pomimo tego iż Michał już dawno był na górze i siedział w chatce (co prawda nie w tej która była celem), grzejąc się i posilając, udało nam się złączyć na nowo w całości i w żartach u celu, na szczycie, jednak szybko  stamtąd prysneliśmy, gdyż mróz wił się wokół naszych i tak już nadwątlonych bodis i w przypadku Alberto kłerpos.
Błyskawicznie znaleźliśmy się w Chacie pod Potrójną,  gdzie pozwoliliśmy sobie na trochę luzu. Odtajaliśmy przy kominku, posilaliśmy się mrożonymi kanapkami oraz pokrzepialiśmy się piwem i innymi wniesionym trunkami. Rozmowy nie miały końca a to po polskiemu a to po angielskiemu a to po hiszpańskiemu a nawet po śląskiemu a tematy były przeróżne, od pasących się kóz Aza, przez pitupitu, po różnego rodzaju regionalizmy. To co dobre szybko się kończy, tak więc pilnujący swojego zegarka Sas ogłosił, że już czas zakładać buty, trzasnąć zdjęcie grupowe i w dół. A co jest przyjemnego w drodze w dół, kiedy człowiek jest tak zmarznięty i nie może się zmęczyć.. ano dupolot! I to jeszcze po nartostradzie – marzenie każdego twardego tyłka! I właśnie tak udało się co poniektórym dotrzeć do połowy nartostrady, tylko do połowy, gdyż Pan, który zaczął dyndać swoim jestestwem z budki, stanowczo sprzeciwił się naszym poczynaniom. I wtedy stał się perciowy cud… Złapaliśmy stopa! Ratrakiem na dół! Tego jeszcze nie było na żadnym zimowym wyjeździe a dla poniektórych a może nawet wszystkich – nigdy, no kto z was złapał stopa w postaci ratraka? Tyle radości przyniosła perciowcom owa taryfa, że zeskoczyli radośni z ratraka i wpadli na gorące kakao do pobliskiego ciepłego domu z telewizorami dla turystów. Kilka chwil w cieple minęło bardzo przyjemnie ale czas naglił a bus nie będzie przecież czekać w nieskończoność…
Droga powrotna mijała na wspominkach, śmiechu oraz jak zwykle w przypadku wyjazdów perciowych, rozmowach filozoficznych.
A ty po co jeździsz w góry a w dodatku z Percią?

Punktacja Odznaki Świstaka:
Rzyki >10> Potrójna >3> Górna Stacja Wyciągu pod Łamaną Skałą >6> Rzyki
W sumie punktów: 19

Zdjęcia spakowane do pobrania: TU

  • DSC_0130
  • DSC_0143
  • DSC_0147
  • DSC_0154
  • DSC_0155
  • DSC_0156
  • DSC_0160
  • DSC_0167
  • DSC_0181
  • DSC_0182
  • DSC_0184
  • DSC_0196
  • DSC_0198
  • DSC_0200
  • DSC_0201
  • DSC_0215
  • DSC_0222
  • DSC_0224
  • DSC_0232
  • DSC_0234
  • DSC_0237
  • DSC_0240
  • DSC_0241
  • DSC_0244
  • DSC_0246
  • DSC_0252
  • DSC_0256
  • DSC_0261
  • DSC_0263
  • DSC_0274
  • DSC_0279
  • DSC_0285
  • DSC_0289

Tekst: Aleksandra Musiał Zdjęcia: Tomasz Kowal

Miejski Klub "Maczki"

ul. Krakowska 26, 41-217 Sosnowiec
tel: 32 294 81 28
mail: biuro(małpa)klubmaczki.pl
NIP: 644 28 80 685

Godziny otwarcia:
12:00-20:00 - w roku szkolnym
10:00-18:00 - w ferie i wakacje
biuro czynne od 8:30

Biblioteka Miejska filia nr13 w Maczkach:

poniedziałek: 10.00 - 15.00 , wtorek, środa, piątek: 12.00 - 18.00
czwartek, sobota, niedziela: NIECZYNNE
tel: 32 292 38 89