Menu

kantoronline pl

17 12 2011 Błatnia

I tak od początku wiedziałem, że to na mnie  trafi

Dzień rozpoczął się jak w moim przypadku niezwykle. Wstałem ponad godzinę przed planowanym wyjazdem co jak na mnie jest wydarzeniem wcześniej nie spotykanym. Spakowałem plecak i wyszedłem z domu spokojnym krokiem o godzinie 7.55 po drodze spotkałem podążającego w tym samym kierunku Sasa. Gdy dotarliśmy na umówione miejsce spotkania okazało się iż w składzie nastąpiły pewne zmiany, a mianowicie w wyjeździe nie wzięła udziału Ola (która została przekabacona wyjazdem do pracy) a i kierowca Leszek, znany z szybkiego dostarczania towaru na miejsce został zastąpiony przez Synalka. Nie przedłużając zbytnio komu w drogę temu czas, w liczbie sztuk 6 zapakowaliśmy się do busa  i ruszyliśmy w kierunku Brennej. Po drodze w Jaworznie na przystanku przy Lukoilu zgarnęliśmy ostatnią 7 uczestniczkę wyjazdu Martę, która ku zaskoczeniu grupy nie zabrała ze sobą Juniora, tłumacząc to tym iż podobno dostał szlaban za wymykanie się nocą z domu.
W czasie podróży  dane było nam być świadkami walki o mistrzostwo 5 federacji (WBO, WBC, WBF, USB i ADHD). W przerwie  między rundami regeneracyjny postój na stacji przy restauracji pod dwoma żółtymi łukami, i dalej w trasę.

Do miejsca docelowego dotarliśmy po około 2 godzinach. Piesza część wyprawy rozpoczęła się pod pensjonatem Antoś, skąd ruszyliśmy zielonym szlakiem w stronę schroniska na Błatniej. Szybko wzbudziliśmy zainteresowanie brennardyna* z którym Saso znalazł wspólny język (chyba tak by to należało nazwać).
Warunki atmosferyczne na szlaku nie należały do najlepszych (słaba widoczność i spadająca z nieba kasza), jednak zaskoczyła nas wysoka stabilność gruntu na szlaku, oraz brak wiatru.
Po krótkiej chwili grupa znacznie się rozciągnęła.
Podczas pierwszej przerwy w marszu okazało się że niema z nami jednej uczestniczki Sylwi, która postanowiła narzucić własne tępo i nie zwracając uwagi na grupę przeć przed siebie. Szybki posiłek, degustacja herbatki, debata na temat filtru połówkowego (który podobno wspiera ciemne moce) i zwarcie szeregów by gonić uciekinierkę, która czekała samotnie w pobliżu. Po dogonieniu liderki grupa zajęta różnorakimi rozmowami podążała dalej w bardziej zwartym gronie. Podczas dalszego marszu przy szlaku napotkaliśmy kapliczkę w której znajdowała się figurka św. Floriana (z naszych domysłów wynikało co innego). Niedaleko po tajemniczej kapliczce przyszedł czas na kolejną przerwę, której czas umilała nam debata na temat rozpanoszenia się obcokrajowców. Po krótkiej przerwie ruszyliśmy dalej ku szczytowi. I  tak idąc przed siebie dalej leśnym szlakiem naszym oczom ukazała się polana, na której znajdował się krzyż, na widok którego Ewa padła na szczęście nie na kolana bo ziemia w tym miejscu pokryta była warstwą lodu. Z pod krzyża podążyliśmy dalej oblodzonym szlakiem ku schronisku. Do schroniska Błatnia (917 m.n.p.m) dotarliśmy około godziny 12.30. Wchodząc do schroniska zaciekawiła nas cisza i spokój panujący wewnątrz. Okazało się że pojawiła się drobna awaria prądu, która zbytnio nie przeszkadzała nam w odpoczynku.
Podczas pobytu w schronisku nastąpiło stronnicze głosowanie na temat „KTO NAPISZE NASTĘPNE SPRAWOZDANIE”. I tak od początku wiedziałem, że to na mnie  trafi, ale co szkodziło się trochę posprzeczać, no bo bądźmy szczerzy w Polsce za pieniądze dało by rade wszystko załatwić (ofert nie brakowało).
Czas mijał nam przy różnych historiach, najciekawsza była ta o ostatniej kostce czekolady.
Zastanawiające było to iż nikt z grupy nie delektuje się piwkiem, ale sytuacja szybko znalazła swoje rozwiązanie. Spowodowane było to nieobecnością dwóch osobników Aza oraz Daniela, którzy są głównymi degustatorami rzeczonego trunku.
My tu gadu gadu  a czas leci w szeregu zbiórka pamiątkowa fotografia i czerwonym szlakiem w stronę miejscowości Jaworze Nałęże . W drodze powrotnej sytuacja na szlaku lekko się zmieniła, zaczął  prószyć śnieg i pokrył szlak białym puszkiem, co w okolicach krzyża spowodowało tą samą reakcją z przed dwóch godzin tylko w wykonaniu innego członka grupy. Podążając dalej przed siebie niezbyt widokowym szlakiem, co spowodowało u mnie lekki niedosyt. Na szczęście sytuacje uratował dolny odcinek szlaku biegnący pośród wysokich drzew liściastych. W tym miejscu poniosła mnie troszkę fantazja wyobraziłem sobie jak w tym miejscu spadło 2 metry śniegu i zamiast iść pieszo jadę tamtędy na desce. Nagle ni stąd ni zowąd  dotarliśmy do punktu końcowego naszej pieszej wyprawy. Kierowca dodarł po około 20 minutach. Zapakowaliśmy się i obraliśmy kurs na Maczki. Droga upłynęła spokojnie (panowała raczej senna atmosfera). Ciszę przerwał jedynie postój na dobrze już znanej nam stacji.  Podróż zakończyliśmy cali, zdrowi i w naprawdę w dobrych humorach.

*- biję się w pierś za swoją niekumację i przepraszam autora tekstu za niefortunną poprawkę. Już wyjaśniam o co chodzi- autor celowo napisał "brennardyna"- sugerując, całkiem zresztą sensownie, taki skrót dla "bernardyna z Brennej", czego ja rzecz jasna nie skumałem i myśląc, że to najzwyklejszy błąd poprawiłem na pospolitego "bernardyna". Cóż- w tych sprawach jestem zupełnym lajkonikiem, więc proszę o wybaczenie /przypis admin/

Punktacja Odznaki Świstaka:
Brenna Centrum >10> Schr PTTK Błatnia >4> Łazek >4> Jaworze Nałęże
W sumie punktów: 18

Zdjęcia z galerii oraz kilka dodatkowych, plus tapety zawarte są w paczce (.zip) do pobrania TU

  • Blatania_Kokoszka_001
  • Blatania_Kokoszka_002
  • Blatania_Kokoszka_003
  • Blatania_Kokoszka_004
  • Blatania_Kokoszka_005
  • Blatania_Kokoszka_006
  • Blatania_Kokoszka_007
  • Blatania_Kokoszka_008
  • Blatania_Kokoszka_009
  • Blatania_Kokoszka_010
  • Blatania_Kowal_001
  • Blatania_Kowal_002
  • Blatania_Kowal_003
  • Blatania_Kowal_004
  • Blatania_Kowal_005
  • Blatania_Kowal_006
  • Blatania_Kowal_007
  • Blatania_Kowal_008
  • Blatania_Kowal_009
  • Blatania_Kowal_010
  • Blatania_Kowal_011
  • Blatania_Kowal_012
  • Blatania_Kowal_013
  • Blatania_Kowal_014
  • Blatania_Kowal_015
  • Blatania_Kowal_016
  • Blatania_Kowal_017
  • Blatania_Kowal_018
  • Blatania_Kowal_019
  • Blatania_Kowal_020
  • Blatania_Kowal_021
  • Blatania_Kowal_022
  • Blatania_Kowal_023
  • Blatania_Kowal_024
  • Blatania_Kowal_025
  • Blatania_Kowal_026


Zdjęcia: Tomasz Kowal, Sylwia Kokoszka   Tekst: Łukasz Ociepka

Miejski Klub "Maczki"

ul. Krakowska 26, 41-217 Sosnowiec
tel: 32 294 81 28
mail: biuro(małpa)klubmaczki.pl
NIP: 644 28 80 685

Godziny otwarcia:
12:00-20:00 - w roku szkolnym
10:00-18:00 - w ferie i wakacje
biuro czynne od 8:30

Biblioteka Miejska filia nr13 w Maczkach:

poniedziałek: 10.00 - 15.00 , wtorek, środa, piątek: 12.00 - 18.00
czwartek, sobota, niedziela: NIECZYNNE
tel: 32 292 38 89