Menu

kantoronline pl

22, 23 10 2011 Wierchomla

Sobotni poranek, choć chłodny, powitał nas piękną, słoneczną pogodą. Junior, na ten wyjazd, postanowił włożyć czapeczkę, gdyż obawiał się, że zmarzną mu uszka. Gdy dotarliśmy do busa, jego nowy image zdecydowanie zainteresował wszystkich, a szczególnie naszego Kierowcę, który dopiero co poznał naszego perciowego niedźwiadka. Aby tradycji stało się zadość, małe opóźnienie, krótkie tłumaczenie jakie to oblężenie jest w maczkowskich sklepach spożywczych i w końcu upragniony start. Junior z niecierpliwością przebierał nóżkami, nie mógł się już doczekać aż wyjdzie na szlak. Ruszyliśmy! Kierunek, no właśnie kierunek… Gdzie my właściwie byliśmy?

Słoneczna pogoda nie trwała zbyt długo, na wysokości Krakowa wjechaliśmy w strefę mgieł, które towarzyszyły nam do końca wycieczki. Po drodze krótki postój w Leśnym Runie, debata nt. zielonych jeży na kubeczkach oraz torebkach z cukrem. Kilka minut później kolejna przerwa tym razem na Hot Dogi oraz dyskusję kogo rozboli po nich brzuch, i dalej w drogę. W czasie drogi postanowiliśmy udowodnić naszemu Kierowcy wyższość Borsuka nad Świstakiem oraz nakłonić go do wspólnej wędrówki. Jacek był jednak nieugięty. Zaplanował już zwiedzanie wszystkich okolicznych kościołów i niestety żaden z naszych argumentów do niego nie trafiał. Droga była długa i pełna niespodzianek na szczęście Saso został samozwańczym operatorem CB Radio i co chwilę pytał mobilków czy na dróżce nie czai się jakaś suszareczka…
Nareszcie… Dojechaliśmy do Wierchomli Małej. Junior z radością wyskoczył Mehow’owi do tego tzn. na plecy i ruszyliśmy. Po 20 minutach marszu zaczęliśmy mieć uderzenia gorąca, więc krótki postój na zrzucenie odzienia wierzchniego i dalej w drogę. Po 40 minutach marszu na horyzoncie pojawiła się Bacówka nad Wierchomlą – nasz cel. Hmmmm… jakoś tak krótko szliśmy? Każdemu z nas czegoś brakowało, nie pojawił się jakiś stały punkt programu… tylko co? O czym mogliśmy zapomnieć? Na szczęście mamy Juniora, który krzyczał donośnym głosem: A popas? A popas? No tak. Popas musi być i tradycyjny Kociołek Panoramixa w wykonaniu Sasa. Tym razem otrzymał on nazwę „mikstury jesiennej” o smaku herbaty, mięty i malin oraz lekkiej nutki kawy. Junior zerwał sobie gałązkę i podążyliśmy dalej.

Dotarliśmy do bacówki, rozbiliśmy obóz w pokojach, Aga zjadła szesnasty w tym dniu posiłek i dalej w drogę. Tym razem bez plecaków i zbyt dużego obciążenia ruszyliśmy we mgle przez pobliskie łąki w kierunku Jaworzynki i Pustej Wielkiej. Po drodze przez nasze krótkofalówki usłyszeliśmy niesamowitą, pełną grozy historię o krasnoludku, wiewiórkach i naszym dzielnym Juniorze.
W drodze powrotnej do bacówki postanowiliśmy odpocząć chwilę przy wyciągu narciarskim. Wtem w oddali usłyszeliśmy dziwny dźwięk i wyłaniającą się z mgły postać na przedziwnym wehikule. Czy to ptak? Czy to samolot? Nie! To MZtka, a na niej młodzieniec, który ewidentnie spodobał się żeńskiej części naszej grupy.

Po powrocie do Bacówki, kolacja z wzajemnym wyjadaniem sobie z talerzy i próbowaniem specjałów lokalnej kuchni oraz zasłużony relaks (Ktulu, Remik, Loteryjka, rozmowy o wszystkim i o niczym). I miało być tak pięknie, miało nie wiać w oczy nam, a wyszło jak zwykle! Trafiliśmy na wieczór kawalerski i dysputy na jakże nurtujący każdego człowieka temat: „W której części kraju pije się wódkę z jednego kieliszka?” Dwóch Perciowców nie wytrzymało tych egzystencjonalnych wywodów i postanowiło iść spać, pozostała szóstka miała nieco mocniejsze nerwy.



UWAGA! duży plik, poczekaj aż się załaduje.


Niedzielny poranek powitał nas mgliście. Pierwsze słowa Agi, jakie wypowiedziała po przebudzeniu to: „Jestem głodna!”, więc czym prędzej pobiegliśmy kierunku śniadania. Po śniadaniu szybkie pakowanie, wytyczenie drogi jaką będziemy wracać, zdjęcie grupowe przed bacówką, krótka zabawa z pieskiem i w drogę, długą drogę.
Pierwszy punkt osiągnięty – Runek. A może Rynek? Hmmm. Pewna turystka, którą w tym miejscu spotkaliśmy usilnie próbowała wyciągnąć od nas informacje gdzie jest rynek i kolejka gondolowa. Może opętały ją złe moce Ktulu i popadła w obłęd? Po 5 km wędrówki dotarliśmy do Hali Łabowskiej, krótki odpoczynek, gorąca herbatka i dalej w dół. Dotarliśmy do pięknej łąki, gdzie musiał nastąpić kolejny punkt programu czyli animacja. Kilka minut powyginaliśmy się w przedziwnych pozach i ruszyliśmy dalej. Balbina powoli traciła siły, na szczęście Junior co po chwilę nawoływał ją i podtrzymywał na duchu. Mimo, że jest niedźwiedziem ma dobre serduszko i zawsze można liczyć że poda swą krótką, pomocną łapkę. Ostatni odcinek był dla wszystkich najtrudniejszy. Ostro w dół, kamienie, korzenie i tak aż do rzeki. Ufff; udało się! Wszyscy cali i zdrowi dotarliśmy do oczekującego już na nas busa.

Punktacja Odznaki Świstaka:
Dzień1: Wierchomla Mała >4> Bacówka PTTK nad Wierchomlą >4> Jaworzynka >3> Bacówka PTTK nad Wierchomlą
Dzień2: Bacówka PTTK nad Wierchomlą >4> Runek >7> Schr PTTK na Hali Łabowskiej >7> Łomnica Zdrój
W sumie punktów: 29

Zdjęcia z galerii oraz kilka dodatkowych, plus tapety zawarte są w paczce (.zip) do pobrania TU

  • wierchomla_kowal_001
  • wierchomla_kowal_002
  • wierchomla_kowal_003
  • wierchomla_kowal_004
  • wierchomla_kowal_005
  • wierchomla_kowal_006
  • wierchomla_kowal_007
  • wierchomla_kowal_008
  • wierchomla_kowal_009
  • wierchomla_kowal_010
  • wierchomla_kowal_011
  • wierchomla_kowal_012
  • wierchomla_kowal_013
  • wierchomla_kowal_014
  • wierchomla_kowal_015
  • wierchomla_kowal_016
  • wierchomla_kowal_017
  • wierchomla_kowal_018
  • wierchomla_kowal_019
  • wierchomla_kowal_020
  • wierchomla_kowal_021
  • wierchomla_kowal_022
  • wierchomla_kowal_023
  • wierchomla_kowal_024
  • wierchomla_kowal_025
  • wierchomla_kowal_026
  • wierchomla_kowal_027
  • wierchomla_kowal_028
  • wierchomla_kowal_029
  • wierchomla_kowal_030
  • wierchomla_kowal_031
  • wierchomla_kowal_032
  • wierchomla_kowal_033
  • wierchomla_kowal_034
  • wierchomla_kowal_035
  • wierchomla_kowal_036
  • wierchomla_kowal_037
  • wierchomla_kowal_038
  • wierchomla_kowal_039
  • wierchomla_kowal_040
  • wierchomla_kowal_041


Zdjęcia: Tomasz Kowal.   Tekst: Marta Gorlińska

Miejski Klub "Maczki"

ul. Krakowska 26, 41-217 Sosnowiec
tel: 32 294 81 28
mail: biuro(małpa)klubmaczki.pl
NIP: 644 28 80 685

Godziny otwarcia:
12:00-20:00 - w roku szkolnym
10:00-18:00 - w ferie i wakacje
biuro czynne od 8:30

Biblioteka Miejska filia nr13 w Maczkach:

poniedziałek: 10.00 - 15.00 , wtorek, środa, piątek: 12.00 - 18.00
czwartek, sobota, niedziela: NIECZYNNE
tel: 32 292 38 89