Menu

kantoronline pl

17 09 2011 Przegibek, Rycerzowa, Mlada Hora

Pewnego mroźnego poranka, zrobiło się cieplej. Udało się odpalić auto – jak spaliny cudownie rozgrzewają zaspanego człowieka. Lepiej niż kawa. Po niekrótkiej drodze, udało mi się przybyć na miejsce spotkań kultystów. Choć nie wiem czy można ich nazwać kultystami, skoro spotykają się w słońcu i jawnie nawołują do zasilenia ich szeregów. Podobno pozory mylą i najłatwiej ukryć się na widoku. Toteż po spojrzeniu na „organizację” od wewnątrz zaczęło się odnajdywać drobne znaki mroczności, w postaci kultu świstaka czy nieoficjalnej maskotki kultystów, jaką jest najprawdziwszy pedobear. Dodatkowo przybywając jako piąty na wyznaczone miejsce i w dodatku przed czasem miałem okazję poznać jeden z mrocznych sekretów grupy.
Wszyscy spóźniający się na umówiony sabat mają w ofierze składać higienę jamy ustnej jednemu z kapłanów. Na szczęście żaden z męskich kultystów się nie spóźnił, a nieświęta trójca, która uległa pokusie spóźnienia nie miała pojęcia jeszcze co ich czeka…

Po krótkim przywitaniu się grupy, nastąpiło krótkie przywoływanie starych demonów pod postacią Fify i Pani Żal. Okazało się również, że brakować będzie Aza, nazywanego też szeptem „kozim panem”. Grupa zaczęła pakować się na tyły mrocznego rydwanu, który dla niepoznaki był biały, a mnie przechodziły ciarki…
Wsiedliśmy więc i ruszyliśmy w drogę. Ja posadzony zostałem na samym końcu w żelaznym uścisku pomiędzy dwoma kudłatymi zwanymi też dumnie lepszą częścią klanu Ociepków. Kapłan Mehow częstował po drodze podejrzanymi cukierkami i chciał rozdawać wszystkim ulotki czegoś szatańsko okropnego. Nie zdziwiło mnie, że nikt nie chciał ich wziąć, nawet jeśli były zapakowane w folię. Każdy czuł odrazę i zapach siarki bijący z tego polietylenowego woreczka.
Po drodze zatrzymaliśmy się by odprawić rytuały w znanym w półświatku miejscu schadzek „koziego pana” z jego nic niepodejrzewającymi ofiarami. Grupa mniej doświadczonych kultystów udała się do imperialistycznego przybytku w celu nabycia antydepresantów. Co bardziej anty, tylko ostentacyjnie przezeń przemaszerowali, aby pokazać załodze swą pogardę do tego miejsca i zakupić antydepresanty w Orlenowym sklepiku. W czasie spożywania lekkiego narkotyku, starsi kapłani starali się dowiedzieć czegoś o nowym artefakcie ustawionym nieopodal. Czczono tam jakieś pomniejsze smerfne bóstwo, zwane z obca – AdBlue. Akolici jednak okazali się niewystarczająco obeznani, aby rozszyfrować glify na ołtarzu. Starszyzna musiała, więc zbadać sprawę sama. Okazało się że jest to magiczny przybytek, w którym złoto można było wymieniać na butelki z maną, lecz skoro czarno-magicy nie potrzebują many – udaliśmy się w dalszą drogę.

Po kilkudziesięciu minutach spędzonych w rydwanie, wśród rytualnej muzyki zwanej potocznie „Radiem Piekary” dojechaliśmy na miejsce. Niestety okazało się, że tambylcy dowiedzieli się o organizowanym sabacie w ich uroczej i niesplugawionej jeszcze wiosce i zaczęli wykonywać rytualne obrządki, które miały im zapewnić ochronę. Najwidoczniej wiedzieli co robią, gdyż po dojechaniu do końca siedliska, jeden ze starszych kapłanów dał za wygraną nie znalazłszy ani kawałka nieuświęconego miejsca. Musieliśmy zawrócić, co przyjąłem z niemałą ulgą, jednak w ostatniej chwili Saso przypomniał sobie o zapleśniałym pergaminie, na którym jego poprzednicy zaznaczyli miejsca nadające się na sabat w okolicy – plugawe miejsca.
Tak oto wylądowaliśmy wreszcie na skraju mrocznej puszczy, która z powodu wycinki oraz tego, iż był dzień nie była wcale taka mroczna. Wszyscy przygotowywali się do drogi, z wyjątkiem kapłanów, którzy pomimo mego niedowierzania rozdzielili pomiędzy kultystów najprawdziwsze palantiry. Widocznie nie tylko ja byłem tym zaskoczony, gdyż obdarowani nimi kultyści cieszyli się z nich jak dzieci. Co chwila nawołując siebie przez te czarcie artefakty.
Ruszyliśmy pod górę na szlak… Pierzchały przed nami rodziny, chcące spędzić słoneczny dzień na łonie natury. Wiedzieli, że lepiej nie ryzykować. Na czoło wysunęły się trzy dzierlatki, tylko po to, aby na pierwsze wzniesienie jednak dotrzeć na szarym końcu. Zasada „ostatni będą pierwszymi” sprawdza się nie tylko po jasnej stronie mocy. Po niedługiej wspinaczce dotarliśmy do pierwszego na trasie schroniska na Przegibku. Gdzie cała grupa spożywając zapasy prowiantu i racząc się parszywą i zimną zupą z chmielu, zastanawiała się nad jakimś mrocznym obrządkiem. Niestety tamtejsza łazienka była za mało mroczna, aby odprawić rytuały przyzywające istoty spoza…
Deliberacje na temat splugawienia pobliskiego miejsca kultu również zostały szybko ucięte – czekały nas wznioślejsze czyny w schronisku na Rycerzowej.
Posuwaliśmy się niespiesznie szlakiem krwistej barwy – to nie mogło wróżyć niczego dobrego. Po drodze udało nam się przekroczyć granicę - najwidoczniej każda okazja jest dobra do czynienia zła. Nawet piękne widoki na góry naszych Słowackich sąsiadów nie zdołały uśpić mojej czujności – wiedziałem, że czeka nas dzisiaj zło, mnóstwo zła.
Przed ostatnim podejściem do celu naszej wyprawy odbył się krótki postój, podczas którego udało mi się wykraść z jednym z kultystów i w oddaleniu od grupy wypytać go o mroczne szczegóły całego zgromadzenia. To, co usłyszałem nie nadaje się do powtórzenia i będzie nawiedzało moje sny do końca mych dni. Ważne, że kapłani niczego się nie domyślając zarządzili wymarsz. Tak oto nieubłagalnie zbliżaliśmy się do celu obranego przez całą grupę.
Widok na schronisko na przełęczy jest naprawdę piękny. Tym bardziej przy tak ślicznej pogodzie jaka panowała owego dnia. Z przerażeniem tylko zauważyłem jaki panował tam ruch. Okazało się, że odbywa się tam jakieś święto muzyki. Ci wszyscy ludzie, ci wszyscy niewinni ludzie…
Stało się – zło nadeszło i jeszcze nigdy nie było tak przeraźliwie złe!
Grupa rozłożyła się na uboczu, żeby nie rzucać się w oczy. Starali się wmieszać w tłum, lecz nieznajomość słów pobożnych pieśni, śpiewanych przez licznie przebywające tam niewiniątka nie dawała im spokoju. Widziałem w oczach kultystów budzące się zło, gdy patrzeli na tych wszystkich ludzi, jak na baranki idące na rzeź. Kapłani zdawali się na coś czekać. Tylko, na co?
Zrozumiałem dopiero po chwili. Chcieli splugawić nie tylko te niewiniątka, lecz także ich duchowego przywódcę – leśnego kapłana, zwanego też borowym sługą pana. Dopełniło się. Okultyści ruszyli. Czas przyzywania „racuchów z jagodami” się zaczął. Panie miej ich wszystkich w swojej opiece! Musiałem działać szybko. Pamiętałem, że jedyna szansa na powstrzymanie końca świata, to przyzwanie obrońcy. Tylko, który z „odwiecznych” zdołałby się przeciwstawić „racuchom z jagodami”. Wpadł mi do głowy szalony pomysł, lecz była to także jedyna szansa dla tych wszystkich ludzi. Rozpocząłem rytuał… Wypowiedziałem zaklęcia….
Na szczęście poszło mi szybciej niż okultystom – „odwieczni” byli po mojej stronie. Przyzwałem „chleb ze smalcem” – razy dwa! Wiedziałem, że dzisiejszego dnia zło nie zwycięży.

Nadeszła, więc pora na słit focie, sprzątanie po sobie i głaskanie zbłąkanego żuczka. Leniuchowanie na słoneczku dobiegało końca, czas powrotu się zaczął…
Czas ten upłynął nam na wyczekiwaniu na specyficzność wsi pod górą „Młada Hora”, gdzie Daniel swoim zakupem rozpoczął dyskusję na temat alkoholizmu w Polsce XXI wieku. Okazało się, że panuje ci u nas taki socjalizm, że wszyscy mają po równo, więc wszyscy jesteśmy pijakami. W międzyczasie Mehow zgubił się - niby przypadkiem – z trójką spóźnionych rankiem dziewcząt. Jak się okazało, jedna duszyczka w tym gronie się zamieniła. Nie chciałbym niczego insynuować, ale…;)
Po odnalezieniu naszego busa, ruszyliśmy pospiesznie w kierunku domu. Po drodze koleżanka Agnieszka raczyła nas zagadkami i chyba troszkę przedobrzyła, zabijając wszystkim patriotom na świecie małego ćwieka;)
Od tematu do tematu, przeszliśmy przez nauczanie wczesnoszkolne, galerianki, na analizach psychologicznych przyczyn przemocy domowej kończąc. Przód busa zadziwił chyba wszystkich dochodząc do bardzo logicznej konkluzji w kwestii wychowania i przygotowania do życia w rodzinie. Kto by się po kobietach spodziewał logiki? Możemy mieć chyba wszyscy tylko nadzieję na równie dobre warunki podczas przyszłych Perciowych wypadów. Oby tylko nie było tak gorąco jak w busie podczas powrotu.

Punktacja Odznaki Świstaka:
Rycerka Dolna-Rycerki >6> Schr PTTK Przegibek >8> Wielka Rycerzowa >1>Bacówka PTTK Wielka Rycerzowa >4> Mlada Hora >3> Rycerka Dolna- Rycerki
W sumie punktów: 22

Zdjęcia z galerii oraz kilka dodatkowych, plus tapety zawarte są w paczce (.zip) do pobrania TU

  • Rycerzowa_Kokoszka_001
  • Rycerzowa_Kokoszka_002
  • Rycerzowa_Kokoszka_003
  • Rycerzowa_Kokoszka_004
  • Rycerzowa_Kokoszka_005
  • Rycerzowa_Kokoszka_006
  • Rycerzowa_Kokoszka_007
  • Rycerzowa_Kokoszka_008
  • Rycerzowa_Kowal_001
  • Rycerzowa_Kowal_011
  • Rycerzowa_Kowal_012
  • Rycerzowa_Kowal_013
  • Rycerzowa_Kowal_014
  • Rycerzowa_Kowal_015
  • Rycerzowa_Kowal_016
  • Rycerzowa_Kowal_017
  • Rycerzowa_Kowal_018
  • Rycerzowa_Kowal_019
  • Rycerzowa_Kowal_020
  • Rycerzowa_Kowal_021
  • Rycerzowa_Kowal_022
  • Rycerzowa_Kowal_023
  • Rycerzowa_Kowal_024
  • Rycerzowa_Kowal_025
  • Rycerzowa_Kowal_026
  • Rycerzowa_Kowal_028
  • Rycerzowa_Kowal_029
  • Rycerzowa_Kowal_030
  • Rycerzowa_Kowal_031
  • Rycerzowa_Kowal_032
  • Rycerzowa_Kowal_033
  • Rycerzowa_Kowal_034
  • Rycerzowa_Kowal_035


Zdjęcia: Tomasz Kowal (13-33), Sylwia Kokoszka (1-12).   Tekst: napisze niebawem Paweł Gosek

Miejski Klub "Maczki"

ul. Krakowska 26, 41-217 Sosnowiec
tel: 32 294 81 28
mail: biuro(małpa)klubmaczki.pl
NIP: 644 28 80 685

Godziny otwarcia:
12:00-20:00 - w roku szkolnym
10:00-18:00 - w ferie i wakacje
biuro czynne od 8:30

Biblioteka Miejska filia nr13 w Maczkach:

poniedziałek: 10.00 - 15.00 , wtorek, środa, piątek: 12.00 - 18.00
czwartek, sobota, niedziela: NIECZYNNE
tel: 32 292 38 89