Menu

kantoronline pl

14 05 2011 Dolina 5 Stawów

Bliżej nieba się nie da

„...w słońcu skąpane, szczyty Tatr niezapomniane, ochoczym marszem Perciowców, uparcie zdobywane...”

Tak pięknie miało być na kolejnym wyjeździe, i co? I było, wyjątkowo można by powiedzieć, zawarliśmy w jednym wiosnę, odrobinę lata, jesień i zimę. Potraficie tak? Nie sądzę. Wyjechaliśmy późnym, sobotnim rankiem w składzie tak skromnym jak nigdy dotąd. Złośliwi powiedzą, że bijemy rekord frekwencji w obu kierunkach, na największą ilość uczestników i najmniejszą. Jeśli tak jest, to właśnie rekord został pobity. Wyjechała nas cała Trójca w składzie Balbina, Sas,  MeHow. Choć według mnie było nas czworo, bo jeszcze była „Tosia”, która nas niosła z miejsca na miejsce, a nawet pięcioro, bo ktoś do nas dołączył w górach, ale o tym dalej.

Pierwszy dzień wyprawy odbywał się w iście wiosenno-letnich warunkach, doskonała pogoda napawała nas optymizmem, nie odmówiliśmy sobie nawet postoju na kawę i parówki, w miejscu mnie nie znanym ale oferującym bardzo ładne widoki na panoramę tatr. Bardzo spokojnie i bez zakłóceń pokonywaliśmy malowniczą drogę czasem odsypiając tygodniowe zaległości. W południe dotarliśmy do celu – Palenicy Białczańskiej, gdzie po krótkich negocjacjach cenowych z parkingową, otrzymaniu upustu, zajęliśmy ekskluzywne miejsce na parkingu. Od razu rozpoczęliśmy przygotowania do wymarszu, buty, plecaki, kije, nogi, głowy, kamyk, scyzoryk, butelka, dwa łosie i klępa, i wszystko było gotowe. Po krótkiej debacie jaki bilet wstępu zapłacić i uzupełnieniu pieczątkowych braków w perciowych książeczkach rozpoczęliśmy wędrówkę asfaltówką w kierunku Morskiego Oka, precyzując to Wodogrzmotów Mickiewicza. Drogę umilała nam burzliwa dyskusja, przepychanki, ostre docinki i szydercze komentarze na niedzielnych turystów.
Po dotarciu do Wodogrzmotów Mickiewicza postanowiliśmy na chwilę przycupnąć i napić się czegoś, czego nikt nigdy jeszcze nie pił. Był to słodko-kwaśny wywar herbaciany o smaku zwietrzałej kawy, produkcji Sasa. To cudo tak stawiało na nogi, że można było nas posądzić o stosowanie środków dopingowych, ale ja tu bym raczej posądził termos o zbytnie przywiązanie do pewnych aromatów. Koniec postoju i pożegnanie z asfaltem, czas na zielony szlak Doliną Roztoki. Czy trzeba komuś mówić, że szlak jest piękny i bardzo malowniczy? Pogrążeni w dyskusji, z aparatami gotowymi do akcji kroczyliśmy na przód i czasem pod górę lub w dół, podziwiając krętość ścieżki i ślady sugerujące, że w okolicy grasował traktor. Pierwszy postój urządziliśmy w okolicy Bacowej Skały, na wysokości nieco ponad 1400 m n.p.m., gdzie posililiśmy się kanapkami Balbiny. Tutaj też, dołączył do nas nieoczekiwany gość, wspomniany już wcześniej, piąty, nie do końca chciany, uczestnik wyprawy – Puszek Kokluszek. Złośliwa to bestia, napadła na MeHow’a i nie dała mu spokoju już do końca wyjazdu, nie raz dając się też we znaki pozostałym uczestnikom wyprawy, jak i mieszkańcom schroniska. Kolejnym naszym celem była Siklawa, piękny wodospad na wysokości ok. 1600 m n.p.m., tutaj zrobiliśmy krótką fotograficzną przerwę po czym udaliśmy się dalej w kierunku Wielkiego Stawu Polskiego, potem Małego i Przedniego Stawu Polskiego, aby po niecodziennym incydencie i starciu z kaczkami dotrzeć do remontowanego aktualnie schroniska usytuowanego tuż przy brzegu Stawu Przedniego, na wysokości 1670 m n.p.m.. Nie można zapomnieć, że przez całą drogę, od początku wyjazdu, ciągle natykaliśmy się na „forfitery”, którym rzucaliśmy kurczaki, aby je od nas odpędzić, bo mogły by nam wskoczyć do tego....
Po zakwaterowaniu, zajęciu legowisk w naszym perciowm czteroosobowym pokoiku, cała czwórka stawiła się w stołówce na ciepły posiłek, pogawędki, planowanie dnia kolejnego i pewną śmieszną grę karcianą, którą zawsze wygrywa mniej znana mi osoba z Warszawy, tzw. Warszawiak. Z godziny na godzinę zmieniała się pogoda, dodatkowo atmosferę psuli nasi rodacy, wspaniali turyści, kochający góry, wędrówkę i ponad wszystko napoje gatunkowe. Jak przystało na „szlachtę” pełną gębą, „wysoka kultura” przepełniała aurę panującą w stołówce skisłym gwarem i buraczaną gębą pałających do siebie wielką miłością i szacunkiem panów, którzy wznosząc się na meandry swojej sławy i doskonałości przebijali się, przed paniami, zdobytymi w bitwie butelkowej medalami i męstwem jakim nie raz przechylając szkło na swoją szalę się wykazywali. Perciowo, komisyjnie zadecydowaliśmy ewakuować się do pokoju. Gdzie atakowani przez Puszka Kokluszka próbowaliśmy zasnąć.
Niedzielny poranek przywitał nas rzęsistym deszczem, jesień wkroczyła, który zgodnie z prognozą miała zastąpić piękna pogoda wczesnym popołudniem, jednak, tak się nie stało, było zimno i mokro. Dzień cały spędziliśmy w schronisku na debacie, konsumpcji i tej śmiesznej grze karcianej, którą o dziwo, mało znany, Warszawiak notorycznie przegrywał, na korzyść Mehow’a. „Szlachta” polska opuściła schronisko do południa. Także mieliśmy totalny spokój.
Poniedziałek, to powrót zimy, napadało przez noc trochę śniegu przykrywając całą okolicę białą kołderką. Pozbieraliśmy się z gratami i całą czwórką ruszyliśmy niebieskim szlakiem w głąb Doliny Pięciu Stawów Polskich, plan był taki, aby wracać przez Morskie Oko, ale szlak przez Świstówkę Roztocką był jeszcze zamknięty dla turystów, zaś szlak żółty, przez Szpiglasową Przełęcz odradził nam ratownik TOPR, który w trakcie patrolu z dwoma uroczymi psami – ratownikami, spotkał nas w drodze pod Zawrat. Przez świeży śnieg i mocno wiejący wiatr, który nawiewał jeszcze więcej śniegu, skutecznie zacierając nasze ślady w parę minut, nie znaleźliśmy ścieżki prowadzącej na zbocze Szpiglasowego Wierchu. Choć Saso bardzo chciał iść dalej, zmienna pogoda i widoczność w wyższych partiach gór, oraz marznąca Balbina, zadecydowały odwrót w kierunku Doliny Roztoki. W trakcie drogi powrotnej, Balbina przegrała ze śniegiem 7:0, przez co dość mocno naruszyła swoją konstrukcję siedziska. Za co i nam się oberwało po łbach. W bliskiej okolicy Bacowej Skały napotkaliśmy na turystów, rodem ze stolYcy, którzy w trampeczkach i skąpych dresikach zastanawiali się co może oznaczać ta dziwna biała substancja zalegająca ciut wyżej, gdy tylko zobaczyli nas, schodzącą grupę polarników, wiedzieli już, że dzisiaj dojdą tylko z powrotem na parking. Ciekawe w tym wszystkim było to, że poniżej wysokości 1400m n.p.m. panowała totalna wiosna, jedno spojrzenie w kierunku szczytów, ciepło otulonych grubą warstwą chmur pozostawiało wspomnienie o panującej tam pięknej zimie. Kto tam dotarł wtedy, to wie jak było.
Po zejściu na parking, na poczet tego tekstu, pod warunkiem wspominki o Puszku Kokluszku, Balbina zafundowała nam ciepły posiłek, po czym zabierając w sobie wspomnienie pięknych gór, ruszyliśmy naszą „Tosią” w drogę powrotną, przepełnieni marzeniem o ciepłej parówce, skąpanej w musztardzie. Marzenie to zrealizowaliśmy niedługo później w Krzeszowicach, robiąc krótką przerwę na wyprostowanie kości.
Tak oto dobiegł końca kolejny wyjazd Perci, kto nie był, niech żałuje, było bardzo fajnie. A może są chętni na kolejny wyjazd gdzieś w góry?

„...kaprysem pogody nie były rozpieszczane, raz wodą zalane, potem śniegiem zasypane, piękne i groźne, dla nas, Perciowców, na zawsze pozostaną niezapomniane...”

--------------------------------------------

Punktacja Odznaki Świstaka:
1dzień) Palenica Białczańska [6pkt]> Wodogrzmoty Mickwiecza [11pkt]> Siklawa [1pkt]>Schronisko PTTK w Dolinie 5 Stawów Polskich.
2dzień) 0pkt
3dzień) Schronisko PTTK w Dolinie 5 Stawów Polskich [1pkt]> Siklawa [2pkt]> Tabl.S.Bronikowskiego [1pkt]> Siklawa [5pkt]> Wodogrzmoty Mickiewicza [5pkt]> Palenica Białczańska.

W sumie punktów: 18+14=32

Zdjęcia, animacje, tapety z wyjazdu (+bonusy) wszystko w jednym do pobrania TU
  • 5stawow_gwiazda_001
  • 5stawow_gwiazda_002
  • 5stawow_gwiazda_003
  • 5stawow_gwiazda_004
  • 5stawow_gwiazda_005
  • 5stawow_gwiazda_006
  • 5stawow_gwiazda_007
  • 5stawow_gwiazda_008
  • 5stawow_gwiazda_009
  • 5stawow_gwiazda_010
  • 5stawow_gwiazda_011
  • 5stawow_gwiazda_012
  • 5stawow_kowal_001
  • 5stawow_kowal_002
  • 5stawow_kowal_003
  • 5stawow_kowal_004
  • 5stawow_kowal_005
  • 5stawow_kowal_006
  • 5stawow_kowal_007
  • 5stawow_kowal_008
  • 5stawow_kowal_009
  • 5stawow_kowal_010
  • 5stawow_kowal_011
  • 5stawow_kowal_012
  • 5stawow_kowal_013
  • 5stawow_kowal_014
  • 5stawow_kowal_015
  • 5stawow_kowal_016
  • 5stawow_kowal_017
  • 5stawow_kowal_018
  • 5stawow_kowal_019
  • 5stawow_kowal_020
  • 5stawow_kowal_021
  • 5stawow_kowal_022
  • 5stawow_kowal_023
  • 5stawow_kowal_024


Zdjęcia: MG (1-12), Tomasz Kowal (13-36).   Tekst: MG

Miejski Klub "Maczki"

ul. Krakowska 26, 41-217 Sosnowiec
tel: 32 294 81 28
mail: biuro(małpa)klubmaczki.pl
NIP: 644 28 80 685

Godziny otwarcia:
12:00-20:00 - w roku szkolnym
10:00-18:00 - w ferie i wakacje
biuro czynne od 8:30

Biblioteka Miejska filia nr13 w Maczkach:

poniedziałek: 10.00 - 15.00 , wtorek, środa, piątek: 12.00 - 18.00
czwartek, sobota, niedziela: NIECZYNNE
tel: 32 292 38 89