Menu

kantoronline pl

06 02 2011 Słowianka

Wczesnym niedzielnym porankiem przeciętny człowiek obraca się w łóżku na drugi bok, mając w planach spędzenie dnia na leniuchowaniu. Tymczasem grupa Perciowców przygotowywała się do jedenastego wyjazdu, którego celem było schronisko „Słowianka” w Beskidzie Żywieckim.

Odjazd sprzed siedziby klubu odbył się niemal planowo – 4 minuty po czasie to wszak nie spóźnienie. Żółty busik z dziewięcioma osobami na pokładzie przemierzył szybko jaworznickie ulice, aby zgarnąć po drodze jeszcze dwie osoby. Będąc w komplecie, mogliśmy delektować się jazdą, którą umilał seans filmowy. Nie mogło oczywiście zabraknąć postoju w wiadomym miejscu. Jedni oddali się konsumpcji śniadania, a inni dostarczali organizmowi, niezbędnej o tej porze dnia, kofeiny. Tak pokrzepieni kontynuowaliśmy podróż.

Po dotarciu do Żabnicy grupa leniwie wysypała się z busa. Przygotowania do wymarszu stały się pretekstem do zrobienia pierwszych wspólnych fotek. Roześmiani ruszyliśmy czerwonym szlakiem prowadzącym przez Abrahamów, obierając azymut na schronisko. Początkowy entuzjazm uległ pewnemu niepokojowi, gdy okazało się, że jest dość ślisko. Odwilż i zmienna temperatura zrobiły swoje, dlatego miejscami trzeba było nieco się zastanowić, zanim postawiło się krok na ścieżce. Beztroska w podejmowaniu decyzji groziła zaliczeniem upadku, ku niewątpliwej uciesze pozostałej części Perciowców.

Uczestnicy dość szybko rozdzielili się na pomniejsze grupki. Idących z przodu dwóch panów dopingowała z pewnością myśl o możliwym spożyciu złocistego trunku w schronisku, czego akurat nie można mieć im za złe. Jednakże kontrolowali swoje tempo, od czasu do czasu zwalniając (choć i tak twierdzili, że idą wolno, a pozostali wyjątkowo się grzebią). Czas na postojach i przystankach (bynajmniej nie autobusowych) umilali sobie, zostawiając rysunki na śniegu i zagadki dla „grupy pościgowej”, w czym dopingowały ich idące za nimi trzy uczestniczki wycieczki. Swoją drogą nie wiedziałam, że Gandalf nosił czapkę przypominającą koronę, ale grunt to ciekawa improwizacja. ;)

Wyobraźnię należało wysilać nie tylko w przypadku arcydzieł Aza, ale i otaczających nas widoków... których w zasadzie nie było. Na początku szlaku widoczność była dość dobra, ale im wyżej, tym większa mgła i chmury. W tej sytuacji pozostało tylko puścić wodze fantazji... niektórzy w gęstniejącej mgle dopatrywali się wierzchołków Tatr, ale to już chyba była czysta desperacja. ;) W tym miejscu doświadczony Perciowiec powie, że pogoda tradycyjnie nie dopisała i z rezygnacją pokiwa głową. Przypominam jednak, że były wyjazdy pełne słońca, co niektórzy nowi członkowie przypisywali własnej obecności wśród zacnego grona „starych wyjadaczy”. Tym razem ze smutkiem musieli jednak przyznać, że szczęście ich opuściło – miejscami było wietrznie, mgliście i mokro.
Gdy „peleton” (złożony z 5 osób) pokonał 2/3 trasy i dotarł do pierwszych przejawów cywilizacji, czyli budynków mieszkalnych, postanowił poczekać na resztę grupy. Idealnym miejscem na postój okazała się mała stacja turystyczna obok wyciągu. Niestety, sympatyczna właścicielka nie dysponowała ciepłym posiłkiem, ale za to można było nabyć trunki, z czego panowie chętnie skorzystali. „Grupa pościgowa” nie była aż tak daleko i wkrótce znów byliśmy w komplecie. Chwila relaksu i niezobowiązującej konwersacji wystarczyły, aby podreperować siły na dalszą część wędrówki.

Ostatni odcinek trasy dał się niektórym we znaki i pojawiły się pierwsze pytania „Jak daleko jeszcze do schroniska?”. Sas stwierdził, że ok. 10 minut marszu i... trafił niemalże idealnie. Schronisko turystyczne „Słowianka” jawiło się niczym raj dla strudzonych wędrowców. Niestety, rajem nie było. Zostaliśmy wpuszczeni tylko do pierwszego pomieszczenia, które można nazwać większym przedsionkiem. Drugie drzwi były obwarowane szeregiem napisów „ostrzegających” i „nakazujących”. Właściciel na wstępie oznajmił, że nie prowadzi kuchni, ale może zrobić herbatę i otworzyć sklepik, z czego grupa skorzystała. Lepsze to niż nic. Stół był, ławy również były – minimum zadowolenia. Po ulokowaniu się na miejscach zajęto się sprawami organizacyjnymi. Nowi członkowie otrzymali książeczki klubowe, rozdano odznaki Świstaka (co bardziej zasłużeni upolowali już Świstaka Górskiego! Gratulacje!). Po części oficjalnej mogliśmy oddać się konwersacji, konsumowaniu napojów i prowiantu (jeśli ktoś coś jeszcze miał na stanie). Dokonano nieśmiałej próby gry w karty, ale ostatecznie wybrano panel dyskusyjny, który sięgnął ambitnej tematyki przemocy na ulicach. Z pokazem nowoczesnych technik odstraszania przeciwnika. ;) Nie od dziś wiadomo, że z każdego wyjazdu Perci można wynieść coś pożytecznego. O wiedzy mówię, oczywiście.


świstakowe machinacje
Niestety, czas nieubłaganie parł do przodu i w końcu wybiła godzina, w której zarządzono powrót. Rozprostowując kości pod schroniskiem, wykorzystaliśmy moment na kolejne grupowe fotki. Roześmiani ruszyliśmy w drogę czarnym szlakiem do Żabnicy Skałki. Kawałek stromej, oblodzonej trasy udało się pokonać dzięki krzakom i drzewkom, za co składam serdeczne dzięki naturze. Zmierzch zapadł niepokojąco szybko, ale wszystkim udało się dotrzeć przed nastaniem zupełnych ciemności. Nie byliśmy jednak zgodni, co do tego, w którą stronę udać się na poszukiwanie busa. Zasięg wszystkich sieci telefonicznych padł (i po co komu ta cywilizacja?), więc panie ruszyły na lewo w stronę lokalu, w którym wcześniej ulokowali się Az i Daniel, a pozostali panowie w prawo. Ostatecznie opcja „na lewo” okazała się być tą słuszną, ponieważ busik stał nieco wyżej od knajpki. Zdziwiony kierowca ucieszył się, że jednak żyjemy (czyżby sądził, że nie uda nam się wyjść z tej wycieczki cało?) Gdy już zgarnęliśmy po drodze dwóch panów, którzy nadal ofiarnie szukali busika, mogliśmy ruszyć w drogę powrotną. Zmęczeni, ale zadowoleni uprzyjemnialiśmy sobie jazdę kolejnym seansem. Nie można także zapomnieć o postoju „sami-wiecie-gdzie”. Wygłodniała grupa niemalże rzuciła się na zniżkowe kupony Ani na jedzenie. Zaspokoiwszy pierwotne instynkty, kontynuowaliśmy powrót i ani się obejrzeliśmy, gdy dotarliśmy do Maczek.

Regenerując siły, z niecierpliwością czekamy na kolejną wyprawę.
--------------------------------------------

Punktacja Odznaki Świstaka: Żabnica [10 pkt]> Stacja turystyczna Słowianka [3 pkt]> Żabnica Skałka. W sumie punktów: 13

Zdjęcia, animacje, tapety i relacja z wyjazdu wszystko w jednym do pobrania TU
  • Slowianka_Kowal_01
  • Slowianka_Kowal_02
  • Slowianka_Kowal_03
  • Slowianka_Kowal_04
  • Slowianka_Kowal_05
  • Slowianka_Kowal_06
  • Slowianka_Kowal_07
  • Slowianka_Kowal_09
  • Slowianka_Kowal_10
  • Slowianka_Kowal_11
  • Slowianka_Kowal_12
  • Slowianka_Kowal_13
  • Slowianka_Kowal_14
  • Slowianka_Kowal_15
  • Slowianka_Kowal_16
  • Slowianka_Kowal_17
  • Slowianka_Kowal_18
  • Slowianka_Kowal_19
  • Slowianka_Kowal_20
  • Slowianka_Kowal_21
  • Slowianka_Kowal_22
  • Slowianka_Kowal_23
  • Slowianka_Kowal_24
  • Slowianka_Kowal_25
  • Slowianka_Kowal_26
  • Slowianka_Kowal_27
  • Slowianka_Kowal_28
  • Slowianka_Kowal_29
  • Slowianka_Kowal_30
  • Slowianka_Kowal_31
  • Slowianka_Kowal_32
  • Slowianka_Kowal_33
  • Slowianka_Kowal_35
  • Slowianka_Kowal_36
  • Slowianka_Musial_01
  • Slowianka_Musial_02
  • Slowianka_Musial_03
  • Slowianka_Musial_04
  • Slowianka_Musial_05
  • Slowianka_Musial_06
  • Slowianka_Musial_07
  • Slowianka_Musial_08
  • Slowianka_Musial_09
  • Slowianka_Musial_10
  • Slowianka_Musial_11
  • Slowianka_Musial_12

Zdjęcia: Tomasz Kowal (1-34), Aleksandra Musiał (35-46) Tekst: Ewa Gbyl

Miejski Klub "Maczki"

ul. Krakowska 26, 41-217 Sosnowiec
tel: 32 294 81 28
mail: biuro(małpa)klubmaczki.pl
NIP: 644 28 80 685

Godziny otwarcia:
12:00-20:00 - w roku szkolnym
10:00-18:00 - w ferie i wakacje
biuro czynne od 8:30

Biblioteka Miejska filia nr13 w Maczkach:

poniedziałek: 10.00 - 15.00 , wtorek, środa, piątek: 12.00 - 18.00
czwartek, sobota, niedziela: NIECZYNNE
tel: 32 292 38 89