Menu

kantoronline pl

21 08 2010 Magurka Wilkowicka

Założeniem dotychczasowych ośmiu wyjazdów w ramach Klubu Turystyki Górskiej „Perć” było zdobywanie szczytów i uprawianie trekkingu. Mimo, że ramy te zmieniały swoją wielkość, konsystencję, skład oraz – nie bójmy się użyć mocnych słów – zapach (Generalnie wszyscy stronimy od higieny po to, by było nam ciepło, ale jeden z nas nie myje się bowiem odkąd na niebie pojawił się pierwszy Boeing 737), to dziewiąty wyjazd miał być odświeżeniem formuły „Perci”, milowym krokiem naprzód – małym dla perciowca1 a wielkim dla ludzkości. Innowacyjność jest obecnie bardzo modna, a naszą zmianę można porównać z tak doniosłymi wydarzeniami jak powołanie PTK2 czy PTT3. Można, ale byłoby to niczym porównanie celu naszej wycieczki, z - nie przymierzając – Gerlachem4 lub Annapurną5.

Celem naszej wycieczki była bowiem Magurka Wilkowicka (909 m.n.p.m.) w Beskidzie (nomen omen) Małym. A novum było porzucenie próżności objawiającej się w sprinterskim dążeniu do zdobywania szczytów i pokonywania przewyższeń z prędkością Strusia Pędziwiatra i uporem Kojota, na rzecz szeroko rozumianej integracji perciowców. Integracja ta była tym bardziej wskazana, że przez ponad pół roku przez naszą ekipę przewinęło się blisko 20 osób, które niekoniecznie znają się dobrze, a czasem nie znają się w ogóle. Magurka Wilkowicka wydawała się idealnym miejscem na przeprowadzenie takiej akcji. Jej niewątpliwymi atutami jest bliskość Maczek (oczywiście subiektywna), łatwość dostępu, nawet dla osób dotkniętych kontuzją stopy (tak, Sas pojechał z nami – ponoć dlatego, że połknął zbyt wiele niebieskich pigułek Michała) (jeszcze bardziej subiektywna) oraz obecność na szczycie schroniska ulokowanego na rozległej polanie (całkiem obiektywna i empirycznie sprawdzalna). Upór i konserwatyzm nakazał nam jednak pozostanie przy tradycyjnym sposobie poruszania się po szlaku, który polega na korzystaniu z nóg własnych – wdaliśmy się jednak w solidny spór, prawie konflikt ideologiczny – Michał wolał wjechać na szczyt na swoim trenerze fitness, ale niestety nie było tego, z którym Michał najczęściej jeździ; Aga natomiast preferowała wykorzystanie suszarki do prania.

Po raz pierwszy o pogodzie można powiedzieć wiele, ale nie że dochowała tradycji. Tym razem od rana było bezchmurnie, a wysoka temperatura promieni słonecznych zachęcała do spędzania czasu na łonie. Słońce świeciło jasno, a co za tym idzie – Krystian był najbardziej gorący. W mig dotarliśmy do Bielska, skąd czerwonym szlakiem rozpoczęliśmy mozolną, ale też radosną integracyjną wspinaczkę. Tym razem szpica postanowiła pełnić rolę tylnej straży, więc padł mit, jakoby jedynym sposobem wyprzedzenia Aza, było szeptanie czułych słówek w barze przy piwie. Wszyscy mieliśmy masę energii. Skąd ją czerpiemy? – niejeden zapyta. Odpowiedź jest jedna: z Piekar Śląskich. Droga mijała nam przyjemnie na niezobowiązującej konwersacji. Marta dla zabicia czasu miała na plecach drewnianą nogę. W połowie drogi znajduje się studenckie schronisko Chatka pod Rogaczem. Malowniczo położone, z pięknym widokiem na Skrzyczne oraz pasmo Klimczoka i Szyndzielni, wydaje się być jednym z tych miejsc, w których aż chce się powiedzieć: „jak cudownie byłoby się tu budzić każdego poranka”. Przybiwszy pieczątki ruszyliśmy do ostatniego podejścia. Szczęściem nikt, dosłownie nikt na szczyt Magurki nie doszedł w odpowiednim momencie, mieliśmy więc pewność, że nie zastaniemy żadnych obrońców krzyża. Oficjalnie mogliśmy rozpocząć sjestę. Zajęliśmy spory kawałek znajdującej się obok schroniska łąki, rozłożyliśmy kocyki, ręczniki, karimaty, zrzuciliśmy buty, wykręciliśmy skarpety i rozwiesiliśmy koszulki, na rowerze swoją bieliznę rozwiesiła Ola. Wyciągnęliśmy herbaty, soki i inne napoje, w których konsumpcję szczególnie celuje Az (a robi to jak Szatan). Część osób przystąpiła do spożywania dań rozmaitych – w szczególności mieliśmy ochotę na naleśniki, ale nie mieliśmy na czym usmażyć, bo Ola nie wzięła łóżka. Az chciał wreszcie nakarmić swoją brodą jakąś krowę, ale akurat nie było żadnej w pobliżu. Integrowaliśmy się, debatując, rozmawiając, tocząc zażarte spory – nie włączała się do nich Justyna – okazało się, że mijają wieki zanim wymyśli co powiedzieć, a także grając w grę, której pokręconym efektem jest ta relacja. Czas mijał szybko, może nawet zbyt szybko. Nagle spostrzegliśmy, że minął nas o dobre pół godziny, więc ruszyliśmy w drogę. Wiodła ona przez Czupel, by następnie zejść do Międzybrodzia Bialskiego. Zmierzając w dół doświadczaliśmy na przemian monotonii szlaku oraz niezwykle wysokiego poziomu dyskusji. W Międzybrodziu czekał na nas zniecierpliwiony, ale bardzo sympatyczny kierowca. Chyba aspiruje do Formuły 1., bo nie zdążyliśmy się dobrze ułożyć, a już byliśmy z powrotem na Maczkach.

--------------------------------------------------

1 Potoczna i wyjątkowo sporadycznie używana nazwa członka / uczestniczki KTG „Perć”.
2 Polskie Towarzystwo Krajoznawcze.
3 Polskie Towarzystwo Tatrzańskie.
4 Ulubiony szczyt Michała, bywa tam 2 razy dziennie.
5 Inny szczyt – byłby ulubionym Michała, gdyby inni go znali i dotarcie tam spowodowało by zwiększenie szacunku.

 

Punktacja Odznaki Świstaka: Bielsko Biała „Stalownik” [ 9 ] Schronisko PTTK Magurka Wilkowicka [ 3 ] Czupel [ 5 ] Międzybrodzie Bialskie. W sumie punktów: 17

Warning: No images in specified directory. Please check the directoy!

Debug: specified directory - http://klubmaczki.pl/klubmaczki/images//sekcje/tc/2010/2010_08_21_magurka

Zdjęcia: Tomasz Kowal (1-13), Aleksandra Musiał(14-21), Justyna Ślęczka(22-54)  Tekst: Tomasz Gebel


Zdjęcia do pobrania spakowane jeśli chcesz możesz mieć, kliknij tylko TU

Miejski Klub "Maczki"

ul. Krakowska 26, 41-217 Sosnowiec
tel: 32 294 81 28
mail: biuro(małpa)klubmaczki.pl
NIP: 644 28 80 685

Godziny otwarcia:
12:00-20:00 - w roku szkolnym
10:00-18:00 - w ferie i wakacje
biuro czynne od 8:30

Biblioteka Miejska filia nr13 w Maczkach:

poniedziałek: 10.00 - 15.00 , wtorek, środa, piątek: 12.00 - 18.00
czwartek, sobota, niedziela: NIECZYNNE
tel: 32 292 38 89